A ja…

photofacefun_com_1511392700

Wciąż za plecami poniedziałku idę po śladach

pozostawionych przypadkiem w czasie

mrożącym krążenie pomiędzy ulicami.

 

Oślepiona nagłym zatrzymaniem w kadrze,

zastygłam, ale nie na tyle, by nie dostrzec dialogu

za szybą i radosnego wyrazu twarzy.

 

Jak zawsze pozostawiona w oddaleniu,

zmieszana z tłumem, z poczuciem niedosytu

i zaskoczenia, że los, to przewrotna bestia

 

rwałam wewnętrznym pędem, by powrócić

dokądkolwiek, byle nie tam, gdzie mnie nie było.

W odrobinie szumu pomiędzy, jednym a drugim

 

zwątpieniem, pospiesznie otarłam czarną myśl

o dudniącą, echem albo frustracją, obojętność.

Taka pora oddalonych pragnień bez wyobraźni,

 

ale z tekstem piosenki…

 

She’s gone,

Out of my life.

Oh, she’s gone.

I find it so hard to go on.

I really miss that girl, my love.

Come back into my arms.

 

2017.11.22

Reklamy

Może…

 

photofacefun_com_1511304925

Kiedy zmieniam szyk wyrazów twarzy,

skupionej na zdaniu sobie sprawy, jestem

opadłym liściem szeleszczącym pomiędzy

kartkami przekładanych spraw.

 

Z krokiem w chmurach wpadam w kałużę

melancholii, która jak nagły dreszcz

pożądliwie wdziera się pod skórę.

 

Z nastrojem w kratkę mogę liczyć

na niewiadomą treść zapisanej ścieżki:

 

Maybe I, maybe you…

 

2017.11.21

Bywa i taka…

photofacefun_com_1511212782

Codzienność, co otwiera i zamyka rozdziały,

a w lustrze kolejny makijaż zamiast uśmiechu.

W kubku pływają myśli, tak gorące, że aż parzą.

Sącząc czas zapobiegam wyziębieniu, gdy sięgam

do ostatniej kropli otartej mimochodem o słodycz.

 

Kolejny kalendarz traci dzień po dniu, a ja zbieram

rozsypane kartki, by zapełnić szufladę mrzonkami.

Kiedy sypnie bielą opuszczę kotary chroniąc złudzenia

przed rozjaśnieniem, bo w umysłowej przepychance

 

nie ma miejsca na kompromis i jednoczesną walkę.

Tuż za plecami oddechu chwili, granica rozsądku

pozostawiła ślad niedosytu i bezzwrotnej percepcji.

Mimo zafiksowania i pełni refleksji, by nie zatrzymać,

 

zmieszana z ludzkimi krokami, poniosłam do celu

niecodzienne łoskoty wiatru i przestrzennej układanki.

Dźwięk niewypowiedzianych kołacze pod kurtką

zbyt cienką, by z nagłym olśnieniem poczuć ciepło.

 

2017.11.20

„You were born just to lose or to win

To be someone’s chime in the wind”

Jest taki dzień X

photofacefun_com_1507981757

– Już po północy, a ty nie śpisz?

– Zasiedziałam się i zapomniałam się położyć.

– Czekałaś na mnie? Powiedz, że tak, powiedz!

– A wiesz, że taka długa rozłąka powodowała, że powracałam myślami do naszych rozmów. Przecież pojawiasz się dopiero drugi raz w tym roku.

– Tęskniłaś?! Wiem, że nikt nie potrafi tęsknić tak jak ty i nie tylko za mną.

– Oj, oj, no wiesz, ja zawsze tęsknię.

– No wiem.

– Ale nie zawsze za tobą.

– Musiałaś?

– Jestem śpiąca, porozmawiamy rano, dobrze, Trzynasty?

– Ja to mam się z tobą.

– Nie marudź, przecież mimo wszelakich przesłanek, że nadchodzi koniec świata, to jest noc, a nie koniec świata i nadal będziesz wisiał w kalendarzu, i nadal będę w formie, kiedy świt otworzy mi oczy.

– Będziesz pobudzona o świcie?

– Chyba chciałeś powiedzieć obudzona o świcie.

– Nie czepiaj się, ważne byś była, bo ja naprawdę jestem ciekaw, co u ciebie i w ogóle.

– Trzynasty, nie oczekuj, że zarwę noc dla ciebie. Będę miała ciężki dzień.

– A więc jestem tylko ciężarem?

– Trzynasty! Jeszcze na dobre się nie zacząłeś, a już zaczynam odczuwać to, że znowu będę cię miała na karku i to przez cały dzień.

– Nie będzie tak źle, twój kark pozwolę sobie tylko lekko musnąć, przecież nie będę na nim wisiał.

– Teraz wisi mi już wszystko.

– Nie bądź taka krytyczna wobec siebie, wisi nie wisi, ale coś tam w sobie masz.

– Trzynasty! Ja nie o swoim ciele.

– Znowu cię zezłościłem?

– Ty? Powiedzmy, że jestem zbyt śpiąca na taką rozmowę.

– Mam czekać do rana na te wszystkie nowinki?

– Czekałeś dobrą ciążę, to poczekasz jeszcze parę godzin.

– Na rozwiązanie?

– Ale mojego języka, Trzynasty.

– Coś mi się przypomniało, powiedz mi tylko czy na wiosnę bociany podrzuciły ci wymarzone niemowlę?

– Owszem moja majowa wnusia w Poniedziałek skończy piąty miesiąc.

– Tyle mnie ominęło.

– Po pracy cię do niej zaprowadzę.

– To jej tu nie ma?

– Tu nie, ale mieszka ze swoją mamą i braciszkiem parę kroków ode mnie.

– To świetnie! Będziemy mieli spacer.

– A teraz daj mi zasnąć.

– Liczysz na miły sen?

– Liczę do trzynastu i milknę.

– Mogę tu tak z tobą do rana?

– Trzy…, figle migle ci w głowie, Trzynasty? Cztery…

– Cztery razy po dwa razy…

– Trzynaście…

– No i odwróciła się, a ja liczyłem, że ona liczy na rozmowę ze mną.

– Dopiero trzecia?

– Wolałabyś trzynastą?

– Nie, ale cieszy mnie fakt, że mam jeszcze trzy i pół godziny snu.

– No tak. Wyśpij się.

– Kiedy już dzwoni budzik, więc jak mam się wyspać?

– Najlepiej jak sobie pójdę, to wtedy ułóż się wygodnie i ciesz się wolną Sobotą.

– Od pewnego czasu cieszy mnie możliwość bycia w domu. Mam mniejszą chęć wychodzenia gdziekolwiek.

– I nie kusi cię bycie tam, gdzie cię nie ma?

– Tam gdzie mnie nie ma, to teraz najsmutniejsze miejsce, które odstrasza i nie przyciąga.

– Czyli ma coś z ciebie?

– Ma czy nie, jakie to ma znaczenie?

– Nieznacznie dam ci do zrozumienia, że miałaś wstawać do pracy,

– Jeszcze zdążę, mam całą godzinę na doleżenie.

– To teraz masz luksus.

– Powiedzmy, że jest inaczej.

– Tylko mi nie zasypiaj, dobrze?

– Tego ci nie obieeecaaam.

– Będziesz spała? Spóźni się i zwali całą winę na mnie, jestem na bank przekonany, że właśnie tak będzie.

– Nie panikuj. Przecież już wstaaaję.

– No nareszcie i nawet się uśmiechasz.

– Bo dzisiaj jest Piątek i chcę, by nic nie zmieniło mojego postanowienia, że to ma być dobry dzień.

– I dlatego włączyłaś piosenkę?

– Włączyłam, bo kiedy jakiś dźwięk  wpada mi w ucho, to muszę się nim nacieszyć.

– A co z nim?

– Z kim?

– No wiesz przecież, z tym co wpadł i wypadł?

– Trzynasty!

– No co?

– Nic. Nie psuj mi poranka, bo jak coś już chlapniesz, to od razu moje myśli są podobne do zabrudzonego auta stojącego na parkingu.

– To nie jest ten oczekiwany widok, prawda?

– Co ja ci będę tłumaczyć, kiedy i tak nie jesteś w stanie zrozumieć mnie na tyle, by uwierzyć, że i taki obraz pobudza… wspomnienia.

– Wspomnienia, marzenia. Ja jednak wyczuwam, że coś w sobie dusisz.

– Jasne. Zduszam kłopoty, by się zmniejszyły.

– I to działa?

– No wiesz, mięso podczas duszenia się kurczy.

– Myślisz, że z problemami jest tak samo, jak z mięsem?

– A nie jest?

– No nie wiem, to nie ja, a ludzie „rzucają mięsem”, kiedy nadchodzę.

– Bo nie wiedzą, co czynić, kiedy bezsilność ich przerasta.

– Ciebie też?

– Mnie już dawno wszystko przerosło, nawet syn.

– Chyba nie wszystko?

– No tak, masz rację, moje wnuki są nadal mniejsze ode mnie.

– Mam wrażenie, że nie mówisz mi wszystkiego. To może lepiej napisz.

– Ostatnio mało piszę, prawie wcale.

– To niedobrze. Dlaczego tak jest?

– Jest wiele czynników, które zaburzają moje funkcjonowanie intelektualne.

– No nie wiem, ale może i masz rację, bo kiedy bym nie przyszedł, to jesteś pociągająca.

– Jak zawsze nosem. Ostatnio stres i presja pewnych faktów strasznie osłabiły mój układ odpornościowy.

– Jestem zawiedziony. Myślałem, że będziesz radośniejsza.

– Przecież się uśmiecham.

– Ale twój policzek się marszczy.

– To ślad, że za mocno wciskałam się w poduszkę.

– I wciąż go masz.

– Widać tak już ze mną jest, że wszystko się we mnie odciska głęboko. Nawet fakt zupełnie niezrozumiałego odwrócenia się ode mnie mojej koleżanki, z którą dzieliłam dobre i złe chwile swojego życia. Widać byłam jej tylko potrzebna, jako informatorka, kiedy wykonywałam te same obowiązki pracy, co ona.

– Jak to?

– A no tak to. Odwróciła się na pięcie i nie wiem, z jakiego powodu, ale mogę się  tylko domyślać, bo ona wciąż tkwi w tej firmie, z którą ja nie chcę już mieć nic wspólnego.

– Przestała się odzywać?

– Przestała reagować na moje sms-y i telefony. Odsunęła się, jak od trędowatej. To przykre i nasuwają się smutne wnioski, że podtrzymywała znajomość tylko dla własnej korzyści, bo ja, jako informatorka o kontrolach w miejscu pracy, byłam zawsze pod ręką. Przekonałam się już nie po raz pierwszy, że niektórzy ludzie potrafią się odsunąć zapominając o nas, pomimo że jesteśmy na wyciągnięcie ręki.

– Jesteś strasznie refleksyjna.

– Trzynasty, jest jesień.

– Dobra, dobra. Nie mów, że to przez te zmokłe liście leżące na chodniku.

– Przez liście, to się właśnie poślizgnęłam, a teraz wybacz, ale muszę rozłożyć parasolkę, strasznie dżdżysty dzisiaj jesteś.

– Może twój stan duszy mi się udzielił.

– Właściwie to czuję się jakby zawieszona.

– To zrób RESET.

– To działa tylko na maszyny.

– To kiedy ty zaczniesz działać?

– Moje działania są za bardzo przyziemne, wymuszone okolicznościami, presją narzucanych obowiązków.

– Ale jakoś się kręci?

– Mnie, to raczej od paru dni strasznie się kręci w głowie i nie są to miłe zawroty.

– Kiedyś były milsze?

– Kiedyś było inaczej.

– No fakt, widzę, że już prawie się urządziłaś  w nowym pokoju.

– Mozolnie to wszystko idzie, ale sił już jest na wszystko coraz mniej.

– Nie mów, że to starość?

– Nie powiem, ale wiedz, że niedawno porwałam wszystkie notatki zgromadzone w czasie nauki w Warszawie. Jest Październik miesiąc zapełniający aule studenckie, a ja równo po dziesięciu latach pożegnałam się na dobre z myślą o powrocie na studia. Wyrzuciłam wszystkie notatki, ściągi… Ale zatrzymałam jedną małą karteczkę, na której napis wciąż budzi mój uśmiech.

– Co to za karteczka?

– Miłe słowo od koleżanek o treści: Cieszymy się, że jesteś z powrotem. Bo widzisz, Trzynasty, w czasie studiów już raz przerywałam naukę, którą po jakimś czasie postanowiłam  znowu kontynuować. Teraz wiem, że nie powinnam wtedy wracać, ale łudziłam się, że dam sobie radę ze wszystkimi przeciwnościami, które mnie osaczyły.  Pomyliłam się, nie dałam rady i  w taki oto sposób musiałam pożegnać się ze studiami, wtedy jeszcze nie wiedziałam, ale teraz już wiem, że na zawsze.

– Żałujesz?

– Żal mi tylko tego, że nie każde marzenie może się spełnić, nawet gdy robimy wszystko, by tak było.

– Zawsze może dążyć do spełniania innych marzeń, prawda?

– Oczywiście. Przecież tytuł magistra nie zmieniłby mojego wizerunku, z jakim idę przez świat. Zrobi to czas, ale on tylko zajmie się moją powłoką cielesną, a przynajmniej ja tak to widzę.

– Masz miłe spojrzenie, chociaż przygaszone.

– Wolałbyś, żebym iskrzyła?

– Mogłabyś, wtedy ten pochmurny widok, który roztacza aura byłby ciekawszy. Wiesz lubię te refleksy świetlne.

– One wcale nie są takie dobre. Chwilami przerabiam je w pracy, a potem ból głowy jest nie do zniesienia.

– Ale ja ciebie, nawet takiej marudnej, nigdy nie będę miał dosyć.

– Dzięki, tak mi mów, a ja pomilczę.

– Dlaczego?

– Bo muszę się skupić na obowiązkach.

– Tak?  A przez telefon gadasz i gadasz.

– Trzynasty, przecież to jest moja praca.

– Lubisz ją bardziej niż mnie?

– Nie, bo to ty jesteś wyjątkowy, a nie ona.

– Jak dobrze, że wolisz mnie, a nie ją. Zarumieniłem się?

– Co ty insynuujesz? Nigdy nie pociągała mnie płeć żeńska.

– Stąd nie podoba ci się praca?

– Nie chcę się w tej materii wypowiadać. Wszystko ma swoje plusy i minusy, i wygląda jak wygląda. A ty wyglądasz…

– Tak jak on?

– Trzynasty! Wyglądasz na wścibskiego!

– Przeginam?

– Bardzo! Cha, cha, cha…

– Co cię tak rozbawiło?

– To, że dostałam dwunastego sms–a o tej samej treści.

– I czekasz na trzynastego?

– Nie, bo Trzynasty jest ze mną.

– No, ale sms–a, tego specjalnego, no wiesz.

– Nie, nic nie wiem. Od nikogo nie dostaję sms–ów, a te były służbowe. A ty masz szczęście, że udało mi się zakończyć pracę i to nic, że trochę po czasie.

– I co teraz?

– Teraz zapoznam cię z moją wnusią.

– Chyba jej się nie spodobałem.

– To nie twoja wina, że była śpiąca i marudziła. Z dziećmi bywa tak codziennie.

– Fajnie mieć dzieci, ale na dłuższą metę to, to jest męczące.

– No widzisz, Trzynasty, ludzie nie mają lekko.

– Bo wciąż targają wory, siaty, jakieś bagaże?

– Szczególnie te życiowe.

– Ty, to zawsze dasz mi… do myślenia.

– Ciesz się, że pobudzam… twój intelekt, a nie daję ci do wiwatu.

– Już się nie nakręcaj. Drżysz?

– Ale z zimna, Trzynasty. Dzisiejsza noc jest jakaś zimna.

– I wilgotna. Pewnie dlatego, że za trzy godziny znikam.

– Nie narzekaj, bo znów się zapisałeś w moim życiu.

– Ciekawe jaką czcionką? Oby nie gotycką.

– Cha, cha… Nie martw się już o to jaką, ale na pewno taką wybraną przeze mnie.

– Wybrana… Lubisz to słowo?

– Lubię, bo jest na okładce mojej książki.

– Zacznij w końcu pisać, to i inne słowa w okładkach będą twoje.

– Zacznę, ale muszę uporać się z Chaosem. Przegonić Zmęczenie.

– To wymówki. Wiesz dobrze, że potrafisz pisać w każdych warunkach.

– Potrafię, ale muszę najpierw uporządkować dom, a jest w nim tyle pracy, że chwilami nie wiem za co się złapać.

– To łap za pióro!

– Z chęcią, ale dominująca jest we mnie walka o przetrwanie, a to nie pozwala mi skupić się nad inną treścią. Zazdroszczę tym, którzy mogą całe dnie, bądź noce, pisać, bo mają środki do życia, a ja nawet końca z końcem związać nie potrafię.

– Uuu… czuję, że zbliżamy się do końca.

– Ale nie końca świata, tylko naszej rozmowy.

– Cieszę się, że na mnie świat się nie skończył, że mimo wszystko witasz kolejne dni. Czerp z nich jak najwięcej.

– Chciałabym kiedyś powiedzieć, że…

– Nie kończ, nie kończ, a będziesz miała szansę na powiedzenie.

– Koniec końcem, a zaraz zacznie się nowy dzień.

– Nie jesteś śpiąca?

– Chyba wyjątkowo nie, aczkolwiek czuję się zmęczona.

– Masz zmęczoną psychikę, jesteś wypalona, ale nie poddawaj się zgnuśnieniu! Co z Sobotą?

– Jak to co? Jak zawsze spędzę ją na czynnościach prania, sprzątania i dalszego porządkowania…

– Wnętrza?

– Ono podczas prac domowych jakoś się wycisza.

– Wytresowane?

– Powiedzmy, że nie ma innego wyjścia.

– Zawsze jakieś jednak istnieje.

– Dopóki ja istnieję, to na pewno.

– No nie, nie zostawię cię z czarnymi myślami.

– Będziesz musiał.

– Mam spłynąć z deszczem?

– Trzynasty, masz jeszcze dziesięć minut.

Każdy swoje dziesięć minut ma, prawda?

– Chciałabym, by tych dziesiątek było jak najwięcej.

– A wiesz, że gadamy już po raz dziesiąty?

– No co ty? Mam nadzieję, że nie ostatni.

– To do kolejnej pogawędki, trzynasta…?

– Jaka trzynasta?

– No na zegarze zaraz będzie.

– Będzie pierwsza.

– A co za różnica, przecież na pierwszą też mówi się trzynasta.

– Ale nie o pierwszej lepszej tak się mówi, tylko o tej właściwej.

– Czas na mnie. Szkoda, że nie mogę się cofnąć o godzinę.

– Cha, cha… Trzynasty, nie bądź cofnięty. Dzisiaj, to inni walczą o to, by nie cofać czasu, a sami są cofnięci w rozwoju.

– Kto taki?

– Ci, którym za „pierdzenie w stołki” daje się więcej kasy, niż ludziom pracującym ciężko fizycznie i ponad ich siły.

– Wkraczasz na grząski grunt.

– I już z niego uciekam, bo to odbije mi się czkawką.

– Niech ci odbija inaczej.

– Ja już spoważniałam.

– Nie wierzę! Zero Szaleństwa?

– Już coraz mniej, tylko czasami poszaleję sobie słowem.

– Słowem mi bądź.

– Tyle mogę ci obiecać.

– O niego przez grzeczność nie zapytam.

– Trzynasty!!!

–…

– Zniknął bez pożegnania? Ale kiedyś żywo wróci, jak wszystko, co zapisane.

2017.10.13

Zaburzona codzienność

pannika

‒ Mogłabyś mnie zostawić?

‒ Chyba nie, dopóki wciąż zagryzasz wargę i zaciskasz zęby.

‒ Przez ciebie nie mogę logiczne myśleć.

‒ To nie myśl.

‒ Przestań. Zawracasz mi głowę, a ja dostaję szału.

‒ No widzę, widzę, jak cię skręca. Lepiej usiądź.

‒ I to ty mówisz takie słowa? To przez ciebie czuję, to co czuję.

‒ Czyżby?

‒ A nie? Niedawno ledwo się ciebie pozbyłam, kiedy od pierwszej w nocy do ósmej rano o mało nie postradałam zmysłów. Minęły zaledwie dwa tygodnie, pełne dwa tygodnie, a ty powróciłaś.

‒ Nie panikuj, teraz nikt nie walczy o życie.

‒ Ja? Ja panikuję? To ty nie dajesz mi oddychać. Owszem może sytuacja jest inna, ale czuję, że tracę grunt pod nogami.

‒ Przeżyjesz, jak zawsze.

‒ A co ty o mnie możesz wiedzieć i o moim zachowaniu?

‒ Wiem, bo często się spotykamy.

‒ Mam cię gdzieś! Idź do diabła! Muszę zadzwonić i odpuść mi chociaż na chwilę.

‒ Jak sobie życzysz, ale dopóki mnie w sobie podsycasz, to będę.

‒ A bądź, bądź, bądź, ale cicho, bo mam pilną rozmowę.

‒ Z kim ty gadasz? Uważam że z twojej strony, to desperacja. Nie powinnaś…

‒ Zamknij się wreszcie. Desperacja czy nie, ale mam mało czasu i nie wiem co robić.

‒ Zrobiłaś o dwa telefony za dużo.

‒ O jeden na pewno, drugi był jakąś szansą, ale liczę na ten pierwszy, który nie zawiódł jak dotąd.

‒ Więc usiądź i poczekaj.

‒ Czy ty nie rozumiesz, że jestem jak w afekcie i za chwilę mogę ci coś zrobić?

‒ Sobie chyba.

‒ Nie chcę cię czuć, nie chcę słyszeć.

‒ Tak jak jego?

‒ Zamknij się! Wtykasz nos w coś, co nie powinno cię dotyczyć.

‒ No tak, bo jak tam dzwoniłaś, zostawiłaś mnie z boku.

‒ Ale nadal byłaś i dobrze o tym wiesz.

‒ Jednak nie byłaś sama, bo Desperacja była w twoim głosie.

‒ Mój głos, był głosem błagalnym, bo takie, a nie inne okoliczności wymusiły sytuację, prawie bez wyjścia. I wciąż go nie widzę.

‒ I nie zobaczysz, nie miej złudzeń.

‒ Zaraz dostanę jakiegoś szału. Ja nie o nim! Wyjście musi się znaleźć, na ten moment nic nie jest bardziej ważniejsze od tego, a już na pewno nie przeszłość.

‒ Która wciąż jest żywa?

‒ Żywe jest to co powołam do życia, a są to tylko wyobrażenia i nie jest to w rzeczywistości takie  samo.

‒ To on jest nierzeczywisty?

‒ Bywa, bo jak dla mnie jest tylko iluzją i tak już pozostanie.

‒ Czujesz zawód?

‒ Nie, bo skrzętne wyjaśnienia i reprymenda dały sygnał, że może mogłabym otrzymać pomoc, gdyby…

‒ A jednak nadal biegasz i kręcisz się wokół własnej osi.

‒ Bo czekam na kolejny telefon.

‒ Bardziej przyjazny?

‒ Dający nadzieję. A ty zejdź ze mnie wreszcie, bo wystarczy mi surowość czyjeś wypowiedzi, a to wgryzło się i dokucza bardziej niż ty.

‒ I co z tym zrobisz?

‒ Jak zawsze nic. Ale teraz wiem, co powinnam odłożyć na półkę.

‒ Mnie czy jego?

‒ Was oboje, do cholery!

‒ No to teraz górę wzięło Uniesienie.

‒ Uwierz mi to nie jest miły stan.

‒ Dlatego cię nosi.

‒ Cicho! Mam rozmowę.

‒ I co, i co, i co?

‒ Jest! Jest wyjście, ktoś mi je dał!

‒ Czuję że nic tu po mnie.

‒ Mówiłam ci od początku.

‒ Ale jeszcze mogę zostać, prawda?

‒ Uwierz że przez moją wrodzoną niepewność tak łatwo się ciebie nie pozbędę.

‒ Na mnie możesz zawsze liczyć.

‒ Marne pocieszenie, ale oprócz ciebie są jeszcze tacy, na których zawsze mogę liczyć.

‒ To pięknie.

‒ Póki co nie czuję ulgi. Czy mogłabyś mnie już opuścić?

‒ Obawiam się że dopóki to na co czekasz nie stanie się namacalne, będę w tobie bardziej niż on.

‒ A ty znowu? Daj mi już spokój, bo ani mnie to bawi, ani nakręca. Chcę zamknąć ten rozdział.

‒ I przestaniesz pisać?

‒ Jak się wypiszę, to przestanę. W nikim nie zamierzam niczego już wywoływać, a tym bardziej niechęci.

‒ Chrzanisz. Przecież pisząc chciałabyś pozyskać czytelnika i wywołać w nim emocje. Czyż nie po to się tworzy?

‒ Owszem. Jeśli chodzi o twórczość, to masz rację, ale pozyskiwanie kogoś za wszelką cenę mija się z celem, dlatego jak zawsze będę trwać w swoim kącie.

‒ Beze mnie?

‒ Myślę że zawsze się pojawisz nieproszona.

‒ Zupełnie inaczej jak on?

‒ Czy ja nie mówiłam ci, że jesteś upierdliwa?

‒ Powiedziałaś.

‒ Jak ten czas leci, a ja nadal nic nie wiem. Czekanie jest najgorsze, kiedy nie ma się stu procentowej pewności.

‒ Nie panikuj.

‒ I kto to mówi?

‒ Twoja Panika.

‒ Nie jesteś moja!

‒ Ale wciąż w twoim wnętrzu.

‒ Za bardzo się rozpanoszyłaś!

‒ Masz miłe wnętrze. On by ci tak nie powiedział.

‒ Zignoruje twoje podszepty, bo tylko podsycasz mój stan i czuję, że zaraz zejdę z tego świata, nie pytając nikogo o zgodę.

‒ Nie płacz, wyjście awaryjne nadchodzi.

‒ Jest! Za dziesięć minut byłoby po mnie.

‒ Oddychaj, bo nas udusisz.

‒ Czuję ulgę i zmęczenie. Mogłabym to porównać do biegu w maratonie, w którym nie czułam żadnych pobocznych dolegliwości, a tylko cholernie napędzającą adrenalinę

‒ …

‒ Nic mi nie powiesz?

‒ …

‒ Zniknęłaś?

‒ Ona tak, teraz ja z tobą zostanę.

‒ A kim jesteś?

‒ Mów mi Ul…a

‒ Ul…a?

‒ Ulga.

‒ Dobrze że nie Olga.

‒ Przyznaj że czujesz mnie całą sobą.

‒ Nie chciałabyś wiedzieć co czuję, bo jestem jak wypluta, ale komuś dzisiaj bardzo czule podziękuję, za to że był, nie opuścił i pomógł.

‒ To ona czy on?

‒ To realnie namacalny towarzysz mojego życia.

‒ A więc dostałaś wsparcie?

‒ Oboje je sobie dajemy, bo na tym polega realne życie.

‒ I niech to pozostanie puentą. Zgadzasz się?

‒ Tak, bo czując Ulgę i nie czując Paniki świat we dwoje wydaje się o wiele łatwiejszy, nawet gdy niepewne jutro znowu może…

‒ Nie wywołuj wilka z lasu!

‒ Spokojnie przecież jutro nie istnieje, bo zawsze może być tylko dzisiaj.

‒ Cha, cha…

‒ Co za Ulga…

2017.05.30

Jest taki dzień IX

 

images

‒ A psik. A psik. A psik. A psik. A psik.

‒ Znowu jesteś pociągająca?!

‒ Raczej jestem śpiąca.

‒ I to dlatego kichasz na wszystko?

‒ Raczej w chusteczkę, bo znowu mnie w nosie zaświdrowało.

‒ No to cześć, Świrusko!

‒ Hej, hej, Trzynasty.

‒ Czekałaś na mnie?

‒ Czekałam? Ja wciąż czekam i nie mogę się doczekać. Zostawiłeś mnie na wiosnę i jak dotąd się nie odezwałeś.

‒ Nie burmusz się już. Przecież jestem, zgodnie z kalendarzem. Ja o tobie pamiętam.

‒ Nie tak jak on? Prawda?

‒ To ty, to powiedziałaś. Zaraz zwalisz na mnie, że ci zepsułem humor.

‒ Nie będę nic na nikogo zwalać.

‒ Ale za wesoła chyba nie jesteś? Wiesz, przytuliłbym cię, tak ze trzynaście razy, żeby wywołać przynajmniej jeden z trzynastu uśmiechów na twojej twarzy.

‒ Trzynasty, jak się tak do mnie przykleisz, to nie pójdę do pracy.

‒ To masz pracę?

‒ Jeszcze mam.

‒ Tę ze schodami?

‒ Schody, to ja dopiero będę miała jak…

‒ Jak co?

‒ Jak przestanę ją mieć.

‒ Oj. To może nie myśl teraz o tym. Nie dzisiaj, co?

‒ Postaram się. Zrobię ten wyjątek dla ciebie, Trzynasty, byś nie myślał że mam paraskavedekatariafobię.

‒ A co to jest? Jesteś chora, to uleczalne?

‒ Trzynasty! Paraskavedekatariafobia, to lęk przed piątkiem trzynastego.

‒ O w mordę! Poczułem się katastroficznie, paraskavedekatariafobicznym tworem. Zapomnij o mnie, zapomnij, zapomnij o mnie…

‒ Trzynasty! Nie zapomnę, wariacie! Cha, cha, cha…Mnie ta paraskavedekatariafobia nie dotyczy.

‒ To dobrze, bo to strasznie długa nazwa jest. Lubię jak się do mnie uśmiechasz.

‒ A ja lubię jak mi śpiewasz do ucha, więc może wrzucisz inną nutę do mojego umysłu?

‒ Się robi p‒szę pani. Piątek, piąteczek ja mówię ci piątunio. Szalejemy razem kiciunia i misiunio.

‒ Cha, cha cha… to żeś mi nutę zapodał.

‒ Złą?

‒ Taką disco polową.

‒ Chodź poszalejemy.

‒ Nie teraz, Trzynasty! Ja  muszę do pracy!

‒ To biegniemy, a tak w ogóle to co u ciebie?

‒ Opowiem ci po drodze.

‒ Brr… jak zimno.

‒ Nie przesadzaj. Jest pięknie.

‒ Uważaj jest ślisko, bo potem powiesz, że ci nogę podstawiłem.

‒ Nie zaczynaj marudzić na to samo kopyto, co zawsze, bo zacznę myśleć, że jesteś zafiksowany na sobie.

‒ Jestem sfiksowany raczej, ale przy tobie nie mogę być inny.

‒ Dlaczego?

‒ Bo przestaniesz się uśmiechać.

‒ Nie mogę przestać, bo wciąż słyszę jak mi śpiewasz… cha cha cha,

‒ Pośpiewam ci dzisiaj jeszcze, a teraz mów, co się u ciebie zmieniło?

‒ Liczba lat mi się zmieniła.

‒ Do lata jeszcze daleko, mów o życiu. No wiesz z kim i jak…

‒ Trzynasty! Ta twoja ciekawość jest dwuznaczna.

‒ Przesadzasz. Opowiadaj jednoznacznie.

‒ Nadal oddycham, chodzę, jem, śpię, już nie rosnę, ale pęcznieje i to nie jest fajne uczucie, kiedy jestem jak balon, który nie unosi ciężaru życia na tyle, by móc dosięgać obłoków.

‒ Musisz zrobić psssyt…

‒ Co takiego?

‒ No spuścić trochę z tego, no wiesz… tonu. Zaraz poczujesz się lepiej. Tylko nie za dużo, bo sflaczejesz i zrobisz się za mało okrągła.

‒ Trzynasty, czy ja dobrze słyszę? Robisz mnie w balona?

‒ A skądże, lubię cię taką okrąglutką.

‒ No dobra, wbijaj mi tę szpilę, a zaraz odlecę z furkotem.

‒ Oj. Nie złość się. Nie chciałem ci dokuczać.

‒ Nie złoszczę się na ciebie, ale na swój organizm, w którym szaleją żywioły.

‒ Jesteś huraganowa Barbara?

‒ Zawsze mogę być!

Bo dzisiaj jest piątek baletów początek. Zaczynamy, rozkręcamy wielką pompę.

Cha cha cha. Tak mi śpiewaj, a nie zagrzmię.

‒ No widzisz, i znowu masz uśmiech, oby trwał do wiosny.

‒ Bo znowu się spotkamy?

‒ No nie, bo ja dopiero przyjdę w październiku, ale wiem że czekasz na przylot bocianów.

‒ No popatrz nie było cię tyle czasu, a już wszystko wiesz.

‒ Spojrzałem tylko i wiem.

‒ Na kogo spojrzałeś?

‒ No na ciebie patrzę cały czas.

‒ Trzynasty!

‒ No dobrze zerknąłem też w bok.

‒ I już wiesz, że w maju urodzi się moja wnuczka, prawda?

‒ No raczej nie inaczej. Przecież to nie ty wyglądasz tak, jakbyś połknęła piłkę.

‒ Ja w ogóle nie wyglądam.

‒ Przez okno?

‒ Też.

‒ Nie smuć się. To będzie piątek, gdy zakwitnie miłość, rozsadzi radio pójdzie w tan…Znowu muzyka spłynie z gwiazd.

Trzynasty, to przecież moja ulubiona piosenka.

‒ Wiem że ją lubisz, dlatego ją nucę.

‒ Zobacz wydawnictwo oferuje książki po trzynaście złotych, a ja nie mam kasy.

‒ No fiskalnej już nie masz, ale firmowa kasetka nie jest zła.

‒ Cha cha cha… dowcipniś z ciebie.

‒ Trzynasta trzynaście już, a my nadal ze sobą gadamy.

‒ Bo rozgadany jesteś od rana.

‒ To źle?

‒ Ależ skąd, przecież w niczym mi nie przeszkadzasz.

‒ A ona też nie?

‒ Nie, bo jej to z chęcią pomogłam.Ty chyba jesteś zazdrosny?

‒ No trochę  muszę być, jak wisisz na tej słuchawce i rozpalasz ucho do czerwoności.

‒ Trzynasty, lubię być dla innych. Przecież wiesz?

‒ Wiem, wiem, szkoda tylko że inni tego nie doceniają, tak jak ja.

‒ Nie każdy może być moim… Trzynastym Piątkiem.

‒ Tęsknisz prawda?

‒ Za tobą? Przecież jesteś.

‒ Już ja wiem za kim, ale czy warto?

‒ Nie bądź męczący. Już dawno przestałam myśleć czy warto, czy nie. Jest jak jest i pewnie nic tego nie zmieni.

‒ Ale próbowałaś…

‒ Być zabawna? Cała ja…

‒ Raczej być bliżej, to miałem na myśli.

‒ Bliżej, niż słowem, nie da się.

‒ Ty też nie daj się.

‒ A co już znikasz?

‒ Nie no jestem do północy przecież. Teraz zajmij się tym, co masz na biurku.

‒ Odezwiesz się wreszcie?

‒ Nie wiem czy chciałabyś. Jesteś bardzo milcząca.

‒ Ja? To ty tak cicho, za plecami.

‒ Dawaj łapę i idziemy na spacer.

‒ Cha cha cha. Idziemy, ale do banku, apteki i na pocztę.

‒ No widzisz ze mną będzie ci wesoło.

‒ Bo ja cię lubię, Trzynasty.

‒ Pocałowałbym cię za te słowa, ale nie mam ust.

‒ Cha cha cha… nie miałeś ręki, a czuję jak trzymasz moją.

‒ To musnę twój policzek, zgoda?

‒ Muskaj.

‒ Jaki zimny.

‒ To przez wiatr, zazdrośnik też mnie musnął.

‒ Mam rywala?

‒ Nie sądzę. Z nim nie prowadzę rozmów, bo on gwiżdże na wszystko i zawodzi.

‒ Z tamtym też nie rozmawiasz, a wolisz go ode mnie.

‒ Trzynasty! Musiałeś? Naprawdę musiałeś?

‒ Nie wiem. Przepraszam. Tak jakoś wyszło.

‒ Odwracam się od ciebie na drugi bok?

‒ Ale jeszcze dopiero wieczór.

‒ Muszę potrenować oko, by nie zapomniało się zamknąć po północy.

‒ Też mam się zamknąć?

‒ Zieeeeeeewam… Trzynasty, jesteś?

‒ Jeszcze tak.

‒ To co nic nie mówisz?

‒ Bo spałaś, nie chciałem budzić. Śniło ci się coś?

‒ Teraz nie, ale w nocy miałam koszmary.

‒ Bo myślałaś o mnie?

‒ Trzynasty, nie zaczynaj! To nie ciebie widziałam we śnie, a przemieszczającą się po moim domu trumnę. Takie sny są męczące, ale może to znak, że czas coś zamknąć na wieki.

‒ Chcesz się zamknąć?

‒ W trumnie?

‒ Przestań!

‒ Cha cha cha… żartowałam. Przecież tyle jeszcze przede mną.

‒ Trzynastych piątków?

‒ Też!

‒ Za godzinę znikam.

‒ Szkoda.

‒ Dlaczego?

‒ Bo jutro będę starsza o dzień.

‒ I to mówi ta, która nie liczy lat?

‒ Ale dni liczę, bo muszę wiedzieć, jaką datę mam zapisać.

‒ W sobie?

‒ We mnie już wiele dat się zapisało.

‒ Czujesz się jak kalendarz?

‒ Czuję się dziwnie i nie wiem jak mam takie samopoczucie nazwać.

‒ Najlepiej po imieniu.

‒ Trzynasty.

‒ Nie to nie to imię.

‒ Piątek!

‒ To też nie te.

‒ Zaraz cię kopnę.

‒ W kostkę?

‒ Też.

‒ Ja nie mam kostek.

‒ Cha cha cha. Jesteś niemożliwy!

‒ Ja? Nie narozrabiałem przecież.

‒ A tylko spróbuj, to ja ci dam!

Daj, daj, daj chcę poczuć jeszcze raz te chwile…

‒ Trzynasty!

‒ Wiem, on wtedy przyszedł, a ja będę musiał zniknąć. Tylko nie pozwól, by zniknął ci uśmiech. Dobrze?

‒ Nie obiecam.

‒ La la la la la… Twe gesty twe oczy zdradzają co czujesz. Nie unikaj mego wzroku, mam cię na oku.

‒ Trzynasty!

‒ No co wrzeszczysz? Przecież jest karnawał.

‒ I dlatego przypominasz mi minione?

‒ A czy to źle pamiętać to, co cię uskrzydlało?

‒ Od tego nie poczuję się lżejsza.

‒ Ale lżej możesz. Chodź poskaczemy.

‒ Czy ty nie za bardzo mi tu podskakujesz?

‒ Raczej nie, bo wiem że lubisz poszaleć.

‒ Mów mi Szalona.

Jeszcze jeden raz zakochaj się we mnie, jeszcze jeden raz…

‒ Trzynasty, uwielbiam cię przecież.

‒ Ale już mogę znikać?

‒ Bądź, tylko…

‒ Cicho?

‒ Możesz śpiewać, ale ja muszę…

‒ No wiem, przecież romantyczne pióro…

‒ Trzynasty.

‒ Już dobrze, dobrze. Pisz, a ja zaśpiewam mu do ucha.

‒ Komu? Trzynasty, uspokój się.

‒ Jestem całkiem spokojny. Pisz.

‒ Ale…

‒ Ale jestem Trzynasty, a trzynastego wszystko zdarzyć się może…

‒ Nie przeginaj tylko!

‒ Pa, pa moja Droga Pani…

‒ Trzynasty!!!

‒ Już milczę, ale jemu zaśpiewam: Ona jest taka cudowna, niewinna słodka…

Cha cha cha…

‒ Do października, mała…

‒ Buziak, Trzynasty.

 

2017.01.13

Jest taki dzień VIII

miegodniajw4

‒ Dzień dobry.

‒ Ach, dzień dobry.

‒ Zadrżałaś?

‒ Troszkę.

‒ Pomyślałaś że to on?

‒ Może tak, może nie. Zadrżałam, bo jeszcze wczoraj wiedziałam, że przyjdziesz, a dzisiaj przypomniałeś mi o sobie dopiero na schodach.

‒ Bałem się zrobić to trochę wcześniej, bo myślałem, że nie będę miłym towarzyszem.

‒ Ale dlaczego?

‒ Ostatnio różnie wyglądały nasze poranki, ale dzisiaj, mimo że ci nie przeszkadzałem to robiłaś wszystko w biegu. Wolałem być cicho.

‒ Oj, nie przesadzaj. Przecież teraz nie wstaję o piątej i mam więcej czasu na wszystko.

‒ Dużo się zatem zmieniło od mojej listopadowej wizyty?

‒ No wiesz, nie było cię przez pół roku.

‒ I dlatego tak mało się uśmiechałaś?

‒ Dyplomatycznie odpowiem, że tak.

‒ Czyli działo się?

‒ Działo, działo i dzieje…

‒ Dokąd ty idziesz? Nie pomyliłaś się?

‒ Nie. Od dawna już chodzę w przeciwnym kierunku niż kiedyś.

‒ To dlatego wyczuwam smutek.

‒ Poniekąd, ale nie powinnam narzekać. Na chwilę obecną mam lepsze obowiązki i inny punkt obserwacyjny.

‒ Teraz to masz schody.

‒ Mam schody, dylematy, ale zniknął szum ulicy.

‒ A twarze? Co z nimi.

‒ Są i jak dawniej przyglądam im się.

‒ Czyli, tu nic się nie zmieniło?

‒ Zmieniło, bo z inną częstotliwością pojawiają się i z trochę większym dystansem.

‒ Lubisz to miejsce.

‒ Oczywiście. Tu mam spokój, który jest ważny, bym mogła się skupić. Nie muszę niczego szorować i wkurzać się na to, że mój wysiłek idzie na marne. Chociaż to tymczasowa miejscówka, to z każdym dniem w nią się zakorzeniam.

‒ Będzie ci żal, jak będziesz zmuszona wyrwać się z niej?

‒ Nie każ mi o tym teraz myśleć, Trzynasty! Bo przestanę cię lubić.

‒ Nie przestaniesz, bo puściłaś do mnie oko.

‒ Cha, cha…

‒ Nareszcie cię rozbawiłem.

‒ Czekałeś na mój uśmiech?

‒ Oczywiście.

‒ Dobrze że chociaż ty…

‒ Co ja?

‒ Jesteś dzisiaj…nieznośnym gadułą. Cha, cha…

‒ Przeszkadzam ci?

‒ Nie, no coś ty. Posłuchaj tej pani, jej też nie przeszkadzasz, bo wychwala cię pod niebiosa.

‒ Zaraz się zaczerwienię.

‒ I staniesz się Niedzielą?

‒ Nie. Wolę być Piątkiem – Milutkim Dniem.

‒ Więc nim bądź niezmiennie.

‒ Będę, będę. Ale ty zmieniłaś się trochę wiesz?

‒ Trochę?  No cóż…

‒ Pewnie znów miewasz czarne myśli.

‒ Właściwie, to nie zawsze są czarne.

‒ Bo nie zawsze jestem?

‒ Trzynasty!

‒ No co? Jestem wtedy, kiedy mogę być.

‒ Przecież wiem.

‒ A ja wiem, że nie było ci łatwo.

‒ Nie było i nie jest, ale chwilami czuję ulgę, że coś się jednak układa.

‒ Ale nie wszystko, co poukładane daje odprężenie, prawda?

‒ Co masz na myśli?

‒ Poukładanego.

‒ Trzynasty, mówisz o sobie?

‒ No coś ty, nie jestem układnym chłopcem.

‒ Nie rozrabiaj mi tylko, bo zamknę cię do szafy.

‒ Nie rób tego, mam klaustrofobię. Lepiej powiedz, że za mną tęskniłaś.

‒ Ja zawsze tęsknię.

‒ Bardzo?

‒ Nawet bardziej.

‒ No to już nie tęsknij, przecież jestem!

‒ Jesteś i będziesz… chwilą na dialog.

‒ Tak jak on?

‒ Trzynasty! Nie do końca, bo tylko z tobą mogę rozmawiać. Tylko ty mnie słuchasz.

‒ Chcesz mi powiedzieć że…

‒ Że widoki mam teraz inne.

‒ Żal ci minionych?

‒ Zapisałam je w sobie i odtwarzam jak film.

‒ A twój scenariusz?

‒ Nieskończony, tak jak powieści, które kiedyś ukończę.

‒ Wierzę że kryzys masz za sobą.

‒ I oby nie powrócił.

‒ On?

‒ Trzynasty!

‒ Tylko zapytałem.

‒ Dokuczasz mi.

‒ Trochę się droczę, ale spójrz, jednak ludzie cieszą się na twój widok.

‒ Jedni się cieszą, drudzy dziwią, inni położyli mnie na łożu chorych, bądź na wieczne odpoczywanie, a inni zapomnieli… Jednak wciąż niezmiennie staram się w tym wszystkim istnieć tak, jak potrafię.

‒ Potrafisz wiele i dlatego wiele przed tobą.

‒ Przede mną, poza mną, ale tak być musi.

‒ No już, już zbieraj się do wyjścia, bo zaraz mi zaśniesz.

‒ Senny dzień dzisiaj.

‒ Trzynasty dzień i majowy.

‒ Majowy, pełen wiosny.

‒ To idziemy na spacer?

‒ Idziemy, ale do domu.

‒ Dlaczego?

‒ Bo jakoś nie mam ochoty na szlifowanie chodników.

‒ Ze mną?

‒ A co z tobą nie tak?

‒ No w sumie staram się być dobrym dniem.

‒ I takim jesteś. Nawet mój mały wnusio dzisiaj cię podeptał!

‒ Nie bolało

‒ Dało radość, że te maleńkie nóżki same go już niosą.

‒ To teraz będę zapamiętany?

‒ Nie inaczej. W końcu w taki dzień piękne emocje warto zapisywać na wieczność.

‒ Może jednak z wiecznością nie przesadź i żyj tu i teraz.

‒ Aż się łza kręci.

‒ Zakręciłbym tobą. Zatańczymy?

‒ Razem z gwiazdami?

‒ Czemu nie. Stworzymy miły wieczór.

‒ Bardzo miły. Pełen kroków w przeszłość, teraźniejszość i…

‒ W przyszłość, która przed nami. Prawda?

‒ Skłamałabym, gdybym  nie przytaknęła, bo dzięki tobie znów się rozpisałam.

‒ Dzisiaj, ale wiem że piszesz od dawna, odkąd wyciszyłaś tę rozpaczliwą aurę zagubienia.

‒ Skąd o tym wiesz?

‒ Lubię cię czytać.

‒ Mam fana!

‒ Serio, serio…

‒ Mam nadzieję, że mój fun club kiedyś się powiększy.

‒ Uśmiechaj się, a wszystko się spełni.

‒ Cha, cha… ściemniasz!

‒ To nie ja, to życie jest małą ściemniarą.

‒ Oho, wkręcasz mnie w piosenkę.

Jak mogłaś tak dać wkręcić się?

‒ Wkręcona w życie… niezły tytuł na powieść.

‒ Napisz!

‒ Szaleńcze, jeszcze tyle innych mam do dopisania.

‒ To bierz się do roboty!

‒ Teraz, to ja rozmawiam z tobą. Nie wybuchnij tylko jakąś petardą zła, jak pół roku temu.

‒ Nie przypominaj mi, bo strasznie się wtedy zapisałem.

‒ Ale ja za nic cię nie winię.

‒ To dobrze, bo dzisiaj takie dwie paniusie na mnie narzekały.

‒ Zaraz ja zacznę na ciebie narzekać.

‒ Wiedziałem!

‒ Ale tylko dlatego, że mi znikniesz za szybko.

‒ Kiedyś znów wrócę, obiecuję.

‒ Wiem. Nigdy o tobie nie zapomnę.

‒ To może też ci zaśpiewam, chcesz?

‒ Śpiewaj.

I wish I had abetter voice, sang some better words…*

‒ Lubię tę piosenkę.

‒ Zauważyłem jak się dzisiaj na nią ożywiłaś.

‒ Bo nuciłeś mi ja do ucha. Cha, cha…

‒ Jesteś niemożliwa, ale właśnie za to, że taka jesteś, lubię dotrzymywać ci towarzystwa. Nie idziesz jeszcze spać?

‒ Wyganiasz mnie do łóżka?

‒ Nie, ale zawsze znikałaś zanim ja zniknąłem.

‒ Jutro mam wolne, to mój zasłużony luksus.

‒ To prawda.

‒ Najprawdziwsza. Tak samo jak fakt, że za plecami masz już Sobotę.

‒ Sugerujesz, że się do mnie klei?

‒ Oj, Trzynasty nie świruj.

‒ Muszę. Przecież im większym jestem świrem, tym bardziej się  do mnie uśmiechasz.

‒ No to się uśmiechnę.

‒ I oto mi chodziło.

To jest jak sen… jest jak we śnie… Znowu rozczulam się.

Znowu śnisz o…?

I tak powinno być…Nie mogę znaleźć dobrych słów.

‒ Nic na siłę… pamiętaj, choćby nawet bolało.

Zatrzymam każdy moment, każdy moment, każdy moment…

‒ Zatrzymaj, ale nie mnie, bo ja muszę znikać.

‒ Trzynasty byłeś i wciąż będziesz oczekiwanym dniem do dialogu.

‒ Zatem do następnego dobrego dnia.

‒ Do następnego, Trzynasty. W bezruchu otulasz swym ciepłem…

2016.05.13

*Pragnę mieć lepszy głos, który śpiewałby lepsze słowa.

Jest taki dzień VII

trzynastego

 

‒ Wstawaj.

‒ Przecież nie śpię.

‒ Wiem, ale się ociągasz ze wstawaniem.

‒ Ociągam się, bo jest ciemno i czuję się niewyspana.

‒ Pewnie dlatego, że kręciłaś się w nocy.

‒ Podglądałeś mnie?

‒ Próbowałem zobaczyć, czy czekasz na mnie.

‒ Przecież to nie z twojego powodu nie mogłam znaleźć wygodnego ułożenia w łóżku.

‒ Czy to oznacza, że nie byłem oczekiwany?

‒ Przecież wiedziałam, że się spotkamy.

‒ Powiedz, że tęskniłaś za mną, no powiedz. Skąd wiedziałaś, że przyjdę?

‒ Dopiero się zaczynasz, a już jesteś niemożliwy. Wtorek był na tyle łaskawy, że  mnie oświecił.

‒ Wstawaj, bo spóźnisz się do pracy.

‒ Zawsze się spóźniam, bo zanim wyjdę z domu muszę w biegu zrobić wiele rzeczy.

‒ Powinnaś wcześniej wstawać.

‒ Jeszcze wcześniej? Zlituj się to jest niedopuszczalne i nieludzkie, by wyrywać ludzi z ciepłych pieleszy. Nie bądź okrutny. Przecież nawet Środa, która zawsze bywa ciężka, była tak wyrozumiała i pozwoliła mi na dłuższe poleżenie w pościeli.

‒ To teraz, ode mnie, wolisz Środę?

‒ Nie, bo ta wyjątkowa Środa minęła i nie wiem kiedy znów się powtórzy, a ty wciąż jesteś pomimo tego, że ostatni raz w tym roku, a jak będzie z twoim byciem dalej dzisiaj nie będę wybiegać.

‒ Nie wybiegaj, ale wyłaź spod kołdry.

‒ No ładnie, jak już późno! Chyba przespałam połowę czasu na przygotowania. No to dzisiejszy dzień zacznę z wywieszonym jęzorem.

‒ A nie mówiłem? Teraz wszystko zwalisz na mnie.

‒ Mówiłeś, wciąż mówisz i będziesz mówił, a ja muszę pracować.

‒ To ja się zamykam, a ty otwieraj okno i siebie na innych.

‒ Staram się być bardziej otwarta niż myślisz.

‒ Ja, przecież ja jestem bezmyślny.

‒ Jednak nie do końca  bezmyślny, bo robisz wszystko, bym to ja nie była bezmyślna.

‒ Wiesz że nie jesteś pociągająca tak jak kiedyś?

‒ No piękne dzięki, ale katar już  skończyłam, zawirusowanie też mniej męczy, jeszcze mała szkarada na brodzie usiadła i drażni.

‒ Ale to nie ja ją tu zaprosiłem.

‒ Oj nie ty, nie doszukuj się w sobie samego zła.

‒ Ja tylko próbuję cię naśladować.

‒ Ty mnie?

‒ Skup się lepiej  na pracy, bo zaraz będziesz miała ręce pełne maleńkiej radości.

‒ Ładnie to powiedziałeś, ale ta moja radość waży już dużo więcej.

‒ Jeszcze osiem miesięcy temu byłaś pełna napięcia i oczekiwania na swojego wnuczka, a dzisiaj wyczuwam inne napięcie.

‒ To napięcie towarzyszy mi zawsze, ale skutecznie pracuję nad tym, by je okiełznać.

‒ I dlatego tłumisz uśmiech?

– Nie mam za wielu powodów do uśmiechu.

‒ Nawet gdy po raz drugi oddychasz z drżeniem na całym ciele.

‒ Tak istotnie, drżałam, by śpiący maluch nie zbudził się zbyt wcześnie.

‒ Ściemniasz.

‒ Czasami muszę, bo tak jest łatwiej.

‒ Wiem że nie jest ci łatwo.

‒ Powiem więcej, jest mi coraz trudniej i nie zapowiada się na lepsze. Ledwo się poruszam, ledwo zginam, rozsypuje się chyba i nawet zęby wypadają mi z gęby.

‒ No w końcu coś ci wypada.

‒ Tak masz rację, bo mam wrażenie, że mi to już nic nie wypada, tylko schować się w ciemnym kącie z dala od wszystkiego.

‒ Jesienna depresja?

‒ Raczej trudny realizm.

‒ Masz tendencję do narzekania.

‒ Raczej staram się jak najmniej tego robić, bo ani mi to pomoże, ani rozwiąże z zasupłania.

‒ Strasznie trzeszczący ten nasz dialog.

‒ To moje kolana. Skrzypią tak, że zagłuszają inne dolegliwości.

‒ Chyba zaczynam tęsknić za naszymi poprzednimi rozmowami.

‒ Były weselsze?

‒ Były z nutą tęsknoty.

‒ Może ja też tęsknię za inną sobą. Mam wiele tęsknot, ale uśpionych.

‒ Mówiłem, że powinnaś wcześniej wstawać, to mniej byś przesypiała.

‒ Wolałabym przespać wszystko co męczy.

‒ Dziąsło już się goi, więc nie narzekaj.

‒ Muszę na coś ponarzekać, przecież nie będę narzekać na ciebie.

‒ Więc ty mnie jednak lubisz?

‒ Pewnie. Przecież za oknem taki piękny… dzień.

‒ No widzisz nawet Słońce nam zaświeciło.

‒ Tak czuję ciepły blask, tylko szkoda, że jest on tak krótki. Za chwilę dzień będzie ściemniał bardziej niż ja.

‒ Nie martw się, będę z tobą.

‒ Udany jesteś wiesz?

‒ Nie chwal dnia przez zachodem słońca.

‒ Oj, tak się mówi, ale chciałam zapomnieć o małym porannym spięciu.

‒ To już go nie pamiętaj.

‒ Spięcia?

‒ No raczej, bo napięcie wciąż ci towarzyszy odkąd patrzysz na szczęśliwy traf  i czujesz miętę.

‒ To orbit spearmint.

‒ Na pewno?

‒ Daj mi przeżuć ten smak chwilowego oddechu od życia.

‒ Nie no, nie zaśnij mi teraz.

‒ Teraz to ja powędruję już do domu

‒ Mogę pójść z tobą?

‒ Bez ciebie nie idę.

‒ Jesteś kochana.

‒ Bywam.

‒ Ale ja ci jeszcze nie powiem bywaj, dobrze?

‒ Jeszcze nie, ale pozwól mi teraz pobałaganić w  kuchni.

‒ Tylko nie rzucaj garami.

‒ Nie mam zapędów na szaleństwo, nie mam nawet siły by zakrzyczeć, że moja ulubiona kawa wyszła.

‒ I nie przyjdzie?

‒ Sama nie, ale ja po nią dzisiaj nie pójdę. Wiesz Trzynasty, te dwa małe nic nie znaczące akcenty złości nie popsują mi jednak tego, że byłeś dość radosnym, chociaż lekko męczącym dniem.

‒ Nie chciałem cię zmęczyć,

‒ Męczą mnie inne sprawy.

‒ To usiądź i odpocznij.

‒ Potańczę z gwiazdami.

‒ Piękna muzyka, piosenki i pląsy. Prawda?

‒ To prawda.

‒ Prawdą jest też to, że zmieniłaś się trochę.

‒ Tak to już jest, skoro wskoczył mi kolejny rok życia.

‒ Ja nie o tym, ale mniejsza o to. Mogłabyś się w końcu uśmiechnąć.

‒ Chciałabym, ale…

‒ Nie masz czasu?

‒ Nie mam uśmiechu na zawołanie.

‒ A co masz?

‒ Mam kolejne pomysły do rozdziałów moich książek.

‒ No widzisz jednak masz  jakąś radość, a przecież pomysły też nie przychodzą na zawołanie.

‒ Pewnie nie potrafię wołać.

‒ Potrafisz, a że inni nie słyszą bądź nie chcą słyszeć to już inna kwestia. Zasypiasz?

‒ Prawie.

‒ Jeszcze godzina i znikam.

‒ Wiem. Czasu jest niewiele…

‒ Na, nana, nana, nana, nana, na …

‒ To mi się rozśpiewałeś Trzynasty.

‒ A co mi tam. Zanucę, słowo rzucę i smutek w radość obrócę.

‒ I dlatego cię lubię.

‒ Wiem. Uśmiechnęłaś się?

‒ Jasne, przecież lubię tę piosenkę.

‒ I mnie!

‒ Więc nie zapomnij mnie znowu odwiedzić.

‒ Nie zapomnę, przecież ważne są dni, których jeszcze nie znamy, ważnych jest kilka tych chwil, chwil na które czekamy…

‒ Na, nana, nana, nana, nana, na …

‒ Zasnęłaś?

‒ …

‒ Jedno tylko wiedz, że ważne są dni, których jeszcze nie znamy, ważnych jest kilka tych chwil, chwil na które czekamy…
– Trzynasty! Zamilkłam, bo zabrakło mi słów, kiedy usłyszałam o tragedii we Francji. Podczas gdy ja rozkoszowałam się brakiem „pecha” przyniosłeś go innym, jak mogłeś?
– To nie ja, uwierz mi, to terroryści.
– Tyle żyć, tyle straszliwej rozpaczy… co jeszcze czeka świat, kiedy obłąkanie ludzkich drapieżców wciąż wisi nad każdym państwem.
– To prawda. Pełni nienawiści, opętani niesieniem śmierci są wszędzie.
– Trzynasty, z listopadowym akcentem i tak drastycznym końcem twojego bycia zapamiętam cię jeszcze bardziej.
– Tylko nie wiń mnie za ten fakt, starałem się być grzeczny, to nie ja doprowadziłem do wybuchu, a zrobili to podstępni i źli fanatycy.
– Wiem, Trzynasty, wiem. Jestem zmęczona, bezsilna i…
– Pełna napięcia?
– Też.
– Powinnaś się położyć i wierzyć że nadejdzie lepszy czas.
– Czas bez przemocy?
– Trzeba wierzyć.
– Świat jest pełen bestii, a życie to walka o przetrwanie. Dzisiaj żyjesz, jutro gnijesz.
– Co za pesymistyczne motto.
– Adekwatne do rozmiaru tragedii.
– Znikam, zapisałem się zbyt drastycznie w wielu sercach.
– Trzynasty, to nie twoja wina, że zapamiętuje się takie daty.
– Tak wiem. Mimo wszystko dobrej nocy emocjonalna dziewczyno.
– Do lepszego kiedyś, Trzynasty.

 

 

2015.11.13

Jest taki dzień VI

trzynasty

 

– Cześć.

– Tak mocno tęskniłeś, że zaledwie minął miesiąc i już jesteś?

– Oczywiście. I to bardzo.

– Dobrze że chociaż ty tęsknisz.

– Wyczuwam sarkazm.

– A ja czuję, że nie chce mi się iść do pracy.

– To nie idź. Swoją niedyspozycję zwalisz na mnie i po kłopocie.

– Kłopoty… co ty możesz wiedzieć o kłopotach.

– Zapewniam cię, że wiem tyle co ty, a może nawet więcej, bo nie tylko ty je miewasz.

– Jakoś mnie to nie cieszy.

– Od wczoraj chyba nic cię nie cieszy. Czytałem twój wiersz. Niby zawiły, ale wymowny.

– Skoro przemówił, to znaczy że wymowny.

– Coś mi spochmurniałaś.

– Empatyzuję z pogodą.

– Wstawaj już.

– Jesteś bez serca, wiesz?

– No wiem, chociaż dzisiaj mam przy sobie twoje.

– Ja nie mam serca, tylko mięsień na kotlety.

– Oj, oj… przekomarzasz się, a ja nie jestem głodny.

– Ja też nie.

– A jaka jesteś?

– A tego to nie wie nikt.

– Ja wiem.

– Co wiesz?

– Tyle co ty.

– Zaczynasz mnie drażnić.

– To zamilknę i na pocieszenie dodam, że za osiemnaście godzin zniknę.

– Nie wiem jak ja dzisiaj z tobą wytrzymam.

– Nie jesteś zbytnio miła.

– Wiem. Daj mi się rozruszać.

– Intelektualnie?

– Chociażby.

– Masz w sobie wiele smutku.

– Bo nie jest mi do śmiechu

– Myślisz o pechu?

– Nie zaczynaj. O jakim pechu?

– No wiesz, może jakbyś wszystkie niepowodzenia zwaliła na mnie, to byłoby ci lżej.

– Trzynasty, ja chcę tylko przez chwilę mieć poczucie, że ze wszystkim sobie poradzę.

– A nie będzie tak? Zawsze jakoś sobie przecież radzisz.

– Jakoś, zawsze jakoś, ale nie zawsze tak jakbym chciała.

– Bardzo trudny jest ten poranek z tobą, aż czuję się winny, że przychodzę za szybko i nie w porę.

– Pora jest odpowiednia do tego, bym wyszła z domu. Idziemy?

– Nie mam wyjścia, a nawet chcę dotrzymać ci kroku.

– Ale w pracy masz być cicho, dopóki nie wykonam tych najpilniejszych spraw.

– Skoro tak wolisz, to przemilczę ten twój stan.

– No widzisz, już wszystko zrobione.

– Tak szybko?

– Nikt mnie nie rozpraszał, więc poszło sprawnie.

– I nie miałaś kontroli.

– Trzynasty! Nie wywołuj wilka z lasu! Przecież wciąż jest dzień.

– Chyba się zagalopowałem, ale na twoje nieco skrzywione oko i podszepty intuicji, mogę cię zapewnić, że będzie spokojnie.

– Też tak myślę, chociaż…

– Jesteś pod napięciem?

– Jestem spięta. Właśnie tak nazwałabym swój stan.

– Nie spinaj się, przecież jeszcze się nie rozsypujesz.

– No nie, bo  jednak składam się…

– Do kupy?

– Raczej wewnętrznie, by jak najmniej się na wszystko otwierać.

– Dlaczego?

– Bo wszystko mnie przerasta.

– Myślisz że jakbyś była wyższa byłoby ci lżej?

– Ale ja nie chcę być wyższa. Od zawsze lubiłam i lubię być taką, jaką jestem.

– Dlatego pochylasz głowę?

– Nie, nie dlatego,  ale może dlatego, że szukam rozwiązania.

– I, myślisz że ono leży pod stopami?

– Myślę że najprędzej będę cieszyć się innym rozwiązaniem.

– Będziesz miała dziecko?

– Będę miała wnuczka.

– Super, nowe życie, nowa radość i nowa ty?

– Ja? Coraz starsza i wciąż z tymi samymi zawirowaniami.

– To już wiem dlaczego świat ci wiruje.

– Dlaczego?

– Bo…

– Nie, nie kończ. Nie masz racji.

– Na pewno?

– Tak. Mój szybszy puls nie świadczy o niczym ważnym.

– Nie wierzę. Coś się zmieniło?

– Ja się zmieniam. Czas wydorośleć.

– Żartujesz? Już nie będziesz bujać w obłokach?

– Będę bujać, że z taką powagą jest mi dobrze.

– Dobrze. Nie wnikam. Nie będę drążyć, by nie zrobić dziury w całym.

– Dziurę to ja odkryłam w swoich leginsach, kiedy się zaczepiłam o krzesło i przez to czuję się dziwnie.

– Dziwnie to dzisiaj nam się rozmawia. Do innych jesteś milsza i się uśmiechasz.

– Bo taką mam pracę.

– A ja? A co ze mną? Mam pomyśleć, że mnie nie lubisz?

– Przestanę cię lubić, jak będziesz to ciągle powtarzał.

– To, ja już będę bardzo cichy.

– Jesteś?

– Jeszcze tak.

– Byłeś tak cicho, że przespałam cały wieczór.

– Odpoczęłaś?

– Jestem jeszcze bardziej śpiąca.

– Więc już nie pogadamy?

– Raczej nie. Otworzyłam oczy na chwilę, bo wiem że za godzinę znikasz.

– Znikam. Tym razem na dłużej.

– Wszystko ma swój czas, Trzynasty. Dobranoc.

– …

 

 

2015.03.13

Jest taki dzień V

piatadek

 

– Obudź się.

– Już nie śpię. Zaraz wstanę. Jeszcze pięć minut, tylko minutka, dobrze?

– Jak chcesz. Ja i tak nie zniknę, więc może w ogóle nie wstawaj?

– A wiesz, że to dobra myśl. Ojejku już piąta?!

– Tak. Pamiętam że jeszcze osiem miesięcy temu wstawałaś o czwartej.

– To prawda, ale nastąpiła mała zmiana, którą lubię.

– Aaa, to dlatego jeszcze się wylegujesz?

– Wyleguję? Jest mi zimno, i nie chce mi się wstawać, bo chyba dzisiejszy dzień nie będzie takim dniem, jakim mógłby być.

– To znaczy jakim?

– Miłym, spokojnym, pełnym uśmiechu, może nawet ekscytującym.

– Przecież zawsze mogę takim być. Wystarczy że będziesz chciała, bym takim był.

– Ty? No nie wiem, nie wiem czy masz rację, ale wiem że skutecznie mnie rozbudziłeś.

– Czyli działam nie tylko na twój umysł, ale również i na twoje zmysły?

– Możliwe, bo słyszę cię jak swoje myśli, czuję że chcesz być miły i tylko widzenie mam jeszcze niezbyt wyraźne, ale za chwilę wyostrzę swój wzrok na tyle, bym mogła dostrzegać szczegóły, jakie niesie ze sobą nowy dzień.

– Trochę się boję twoich oczekiwań, ale uwierz chciałbym byś się uśmiechała.

– Dobrze, już dobrze. Nie będziesz piątym kołem u wozu, nawet gdy jesteś Piątkiem, który każe mi wstać z łóżka.

– I co teraz?

– Nie wiem. Ty mi powiedz mądralo. Staram się mimo dziwnego niepokoju myśleć pozytywnie.

– To może lepiej popatrzę sobie na ciebie.

– No to faktycznie będziesz miał niezły widok. Widok mnie kręcącej się po tej samej ścieżce przemyśleń.

– Myślisz?

– Tak. Oczywiście że tak. Przecież nie zawsze bywam bezmyślna.

– Oj. Przecież nie to miałem na myśli.

– To zanim zaczniesz zmyślać lub wymyślać pozwól mi się ogarnąć.

– Ależ oczywiście. Już siedzę cicho.

– Jesteś? Nie słyszę cię, to może jest jeszcze Czwartek i mogłabym się słodko zdrzemnąć?

– Nie. Protestuję. Nie rób tego?

– Dlaczego?

– Dlatego byś potem nie zwaliła na mnie, że zaspałaś.

– Przez ciebie nie wiem w co mam się ubrać.

– No i zaczęło się. Znów będę tym trudnym dniem.

– Nie narzekaj, bo trudne dni dopiero przede mną, a ty wydajesz się całkiem znośny.

– Staram się byś miała dobry nastrój.

– Wielkie dzięki. To lecimy do pracy?

– My?

– A coś taki zdziwiony?

– Nie sądziłem, że aż tak mnie lubisz.

– Staram się umilać sobie czas, nawet wtedy gdy tylko ty jesteś w zasięgu mojego umysłu. Tylko nie wiem dlaczego mam dziwne wrażenie, że to ja mam więcej energii. Wydajesz się być za cichy i nawet gdy przypominasz mi rozmówcę sprzed jakiegoś czasu, to gubię się pełna wątpliwości czy ty, to na pewno ty?

– To ja… Ale ty też jesteś mniej pociągająca.

– To komplement?

– Oj, nie. To tylko suchy fakt.

– Zamilcz.

– Nie irytuj się przecież chodziło mi o to, że nie masz kataru.

– Chwilami kicham, ale nie jest to aż tak uciążliwe.

– Jak ja?

– Za chwilę ci przytaknę jak nie przestaniesz mnie wkurzać.

– Chodźmy już lepiej do tej pracy.

– Chodźmy, ale dopóki nie usiądę, masz milczeć.

– No cóż. Chyba nie mam innego wyboru?

– Nie masz.

– …

– Trzynasty!

– Po co krzyczysz? Przecież wciąż tu jestem, tylko bezgłośnie.

– Widziałeś? To twoja wina.

– Moja?

– Tak. Na kogoś muszę zrzucić swoje rozdrażnienie. Dlaczego sprawiłeś, bym właśnie dzisiaj poczuła, że idę po grząskim gruncie?

– Ja nic nie zrobiłem. Dokładnie wiesz, że taka rutynowa kontrola mogła cię spotkać każdego dnia.

– Ale dlaczego spotkała właśnie dzisiaj?

– Bo tak, jak powiedział kontroler, to nie ma żadnego znaczenia, w jakim dniu się ona odbywa.

– Ale mój Trzynasty Piątek miał być zupełnie inny. Miał być beztroski, pełen dobrych myśli, a nie wielkiej fali zdenerwowania, któremu uległam.

– Wiesz dobrze że gdyby to był sam Poniedziałek, to również czułabyś to samo, co teraz w tej chwili.

– Masz rację… Tylko… Dlaczego dzisiaj, kiedy musiałam skupić się na przyjęciu dostawy?

– Już sama dostawa cię irytowała, dlatego wolałem być cicho, a kiedy opuściłaś głowę w smutnym zawieszeniu, to nie mogłem nic na to poradzić i jeszcze ten się pojawił zamiast…

– Nie kończ, bo przez to moje odpłynięcie, kontroler musiał zapukać w szybę. Może za to również dostałam mniej punktów. Ale mam to gdzieś, jednak kulminacja konsekwencji dopiero przede mną.

– Nie dramatyzuj. Zaliczyłaś wpadkę i może nie tylko tę błahą, ale sama wiesz, że spodziewałaś się tego, tylko…

– Tylko nie dzisiaj!

– No wiem. Czuję się współwinny. Czy lepiej ci z tą myślą teraz?

– Nie.

– To może lepiej pomyśl o jutrze?

– O Sobocie?

– Tak.

– To ty sobie o niej pomyśl, ja za nią nie tęsknię.

– Dlaczego? Przecież wydaje się być miła, pełna miłości. Rozchmurz się.

– Nie chcę. Wolę być blado–sina i zaciskać usta ze złości, żeby nie palnąć jakiegoś głupstwa. A Sobota niech się sobie czerwieni i mizdrzy do ciebie.

– Wyczuwam mało przyjazny ton.

– Wytrącona z równowagi nie widzę nadziei na pocieszenie.

– No tak, to nie ja byłem tym oczekiwanym, a oczekiwanego nie ma, więc może pójdźmy na kompromis i…

– I co? Może zawrzemy układ jak w Greyu?

– Cha, cha,  widzę że wraca ci sarkastyczne poczucie humoru. Ale ja nie będę cię biczował i nie dotknę twoich pośladków, na których usiądź sobie spokojnie, by doczekać końca dnia pracy.

– Usiądę, ale nie umiem się na niczym skupić. Cały świat mi obrzydł.

– Marudzisz. Wiesz dobrze że kłopoty cię „uwielbiają” i skoro przez dwadzieścia siedem lat bycia w związku jakoś to wszystko znosisz, to zniesiesz i kolejne kontrole i takie tam życiowe zawiłości.

– To się nazywa wytrzymałość, co?

– No nie wiem. Może, ale na wpis do Księgi Guinnessa raczej nie licz, ale o odrobinie oddechu od codzienności możesz pomarzyć.

– Mogę się rozmazać chyba.

– Nie możesz, bo jesteś w pracy.

– No tak. Nie będę mazepą.

– Mazepą? Wiem. Pięć aktów to dla  ciebie stanowczo za mało, no i na Jana Mazepę też mi nie wyglądasz. Amelią mogłabyś być.

– O wielkie dzięki, co za komplement.

– Zamurowało cię?

– Trochę. Jednak nie tak jak Mazepę.

– Ale tak samo jak w dramacie Słowackiego masz niezły mętlik w głowie.

– Po to jest głowa. Chyba po to, by wiecznie coś się w niej działo.

– Nie wracaj już myślami do smutnego poranka. Proszę…

– Mam ulec prośbom Trzynastego?

– A czemu nie, kiedyś uległaś komuś innemu i to w Trzynastą Sobotę.

– Ale  to nie jej uległam, tylko chwili słabości.

– Mam wrażenie że słabość jutro znowu cię nie ominie.

– Co ma ominąć to ominie.

– To nie tak leciało w tej piosence.

– W tej, czy w tamtej, chciałabym mieć taką swoją szczególną piosenkę, tylko…

– Tylko żaden książę nie chce ci jej podarować?

– Nie nabijaj się ze mnie.

– Ja? No coś ty. Chciałem byś skierowała myślenie na bajeczne tory.

– I dlatego zaświeciłeś słońcem?

– Widzisz staram się rozświetlić ci twój nastrój.

– Doceniam każdy promyk, jakim usilnie próbujesz łoskotać moją smutną twarz.

– I już nie jest taka smutna, bo promienieje wiosennym tchnieniem Lutego.

– Wolałabym promienieć dzięki miłemu spojrzeniu.

– Przecież tak wiele osób cię nim obdarza. I ten miły pan życzący jak najlepiej, też się uśmiechał.

– Tak wiem. To miłe.

– Ale nie uskrzydla?

– Powiedzmy że to jest inna półka doznań.

– Doznałaś zawodu?

– Intuicyjnie nie, realnie trochę i ten kopniak od niespodziewanej kontroli.

– Miałaś o tym zapomnieć, miałaś cieszyć się albo uśmiechać tak samo, jak o poranku, kiedy wpadłaś z impetem na dostawcę.

– Cha, cha. Oboje się wystraszyliśmy, ale to był znak, że takich miłych wpadek dzisiaj dostąpię, a tymczasem…

– A tymczasem zbieraj się do domu.

– No tak. Już czas. A ty co będziesz robił?

– Ja? Dotrzymam ci towarzystwa i będę marzył o Walentynkowej Sobocie.

– Ech…

– Oznaka zwątpienia, czy ukryty żal?

– I tak i siak, bo ty jutro będziesz w ramionach Soboty, a ja znowu w pracy.

– Jesteś o mnie zazdrosna?

– O ciebie? Przecież nie tylko mnie dajesz się we znaki.

– Uuu, jak to zabrzmiało.

– Jak?

– Z wyrzutem.

– Nigdzie cię nie wyrzucam jeszcze.

– Dobra, dobra. Jak ty lubisz łapać za słówka.

– Jak?

– Niecodziennie.

– Bo niecodziennie z tobą rozmawiam.

– To nie moja wina, że pojawiam się wtedy kiedy mogę.

– Przecież już cię nie winię za tego kontrolera.

– Udam, że ci uwierzyłem, ale tylko po to, by nasza relacja nadal istniała.

– Trzynasty przecież masz już we mnie szczególne miejsce.

– Jak on?

– No, nie do końca takie samo, ale nasze piąte spotkanie jest jak akt…

– Nie dramatyzuj, Romantyczko.

– Ależ skąd. Już wyciszyłam emocje.

– To teraz wędrujemy do domu. Dasz mi rękę?

– Trzynasty, co ty insynuujesz?

– Mały spacer dla dwojga.

– Jesteś niemożliwy.

– Wiem, ale nie pechowy?

– No raczej Piątkowy.

– Podaj dłoń, Madame.

– Co za wersal, Trzynasty.

– Chciałem zrobić dobre wrażenie, skoro rano niezbyt mi wyszło.

– Z wrażenia nawet nie spostrzegłam, że już jestem w domu.

– To świetnie. I co teraz zrobisz?

– Chyba utrwalę te nasze spotkanie w wordzie.

– Myślisz że warto?

– Wiem że tak, bo to daje mi czasową odskocznię od życia.

– Mam być trampoliną? Chcesz sobie poskakać?

– Trzynasty, bo się zaraz doigrasz. I to zanim znikniesz mi z pola widzenia.

– Ja tylko naśladuję ciebie.

– Super.

– Powiedziałaś to bez entuzjazmu.

– Bo go nie mam.

– Przeze mnie?

– Przez to co nie pozwala go mieć.

– Jak zawsze ukrywasz to, czego nie chcesz pokazać i  nie chcesz, by było czytelne.

– Za chwilę ukryję również swoje źrenice, by odpoczęły.

– Ja zniknę za dwie godziny.

– Nie myśl, że dotrzymam ci towarzystwa.

– Nie wymagam tego. Przecież jutro będę z Sobotą.

– No tak. Odgryzłeś się, ale wiesz Sobota bardziej do ciebie pasuje niż ja.

– Dlaczego?

– Bo jest pełna miłości.

– A ty nie?

– A ja… to ja. Sam wiesz najlepiej.

– Wiem że wolisz uciekać myślami od jutra.

– Bo jutro muszę być silniejsza niż zawsze.

– I będziesz, bo to ja zniknę.

– Kiedyś wrócisz.

– Wrócę i mam nadzieję, że to będzie twój lepszy czas.

– Taki ze specjalnego zegarka?

– Powiedzmy że z takiego, który na swojej tarczy zaznaczy te najlepsze momenty sekundowej radości.

– Ładnie powiedziałeś.
– Starałem się powielić twoje myśli.

– Trzynasty, czytasz mi w myślach?

– Przecież w nich jestem od samego rana, a właściwie już wczoraj o mnie myślałaś.

– Chciałam zaprogramować cię na swoje kopyto, ale już wiem że nie wszystko da się przewidzieć.

– Przecież wiesz nie od dzisiaj, że tak właśnie jest.

– Jestem niedzisiejsza, ale nie wczorajsza, bo nie upiłam się ani nie upoiłam dzisiejszym dniem.

– Przepraszam.

– Za co?

– Za smutek i brak uśmiechu.

– Nie przepraszaj, to nie twoja wina, tylko zbieg okoliczności. Przypadek.

– I przez przypadek zagryzasz wargę?

– Cha, cha… nie jestem Anastazją, ale jeśli robię coś podobnego, to tylko dlatego że…

– Czyżby dlatego że ci dokucza?

– Mniej więcej tak, ale ty mi już dzisiaj nie dokuczaj. Dobrze?

– Oczywiście. Dzień ze mną był takim sobie, ale może chociaż sny będą milsze. Tego właśnie ci życzę.

– To pożegnanie, życzenia na okoliczność rozłąki?

– Mniej więcej, bo widzę, że ledwo skupiasz się nad tym co wystukują twoje palce.

– Moje palce… złaknione dotyku… klawiatury komputera są zawsze.

– Dobra, dobra, Czarodziejko.

– Czarodziejko z Księżyca?  To jednak nie moja bajka.

– A jaka jest twoja?

– Najpiękniejsza, bo nie ma początku ani końca.

– A co ma?

– To co łączy wszystkie bajki.

– Czyli?

– Świat z marzeń.

– Marzycielko, ty chyba już śnisz na jawie?

– O tak. Wkraczam w ten świat z sercem na dłoni.

– Poczekaj do Soboty.

– Ona jest twoja, a ja zawisnę w przestrzeni pomiędzy…

– Nie zapomnij się odwiesić, jak uznasz że warto.

– Warto posłuchać Coldplay.

– Clocks?

 Tak.

– Posłuchajmy, a potem znikamy.

– Dobrze. Chociaż każde rozstanie na dłużej wzrusza.

– Wiem.

– Jakiś ty ludzki.

– Zupełnie jak ty?

– Prawie.

– No tak, przecież ty jesteś wyjątkowa.

– Trzynasty?!

– No co? Chciałem wywołać twój uśmiech. I widzę że mi się udało!

– Dobra, już dobra, dobra… Dobranoc.

– Dobranoc, Mała.

– Trzynasty!

– No co? No co?  No co ja ci zrobiłem?

– Nic, ale ty wiesz… że to śpiewał Wiesław Gołas.

– Cha, cha, jaka sprytna.

– Specjalnie mnie zatrzymujesz?

– No wiem że wolałabyś, by ktoś inny to zrobił, ale…

– Ale nie zawsze mamy to czego nam potrzeba.

– Ja nie mam za dużo potrzeb, ale jak się jeszcze raz uśmiechniesz, to będzie to moja ostatnia potrzeba na dzisiaj.

– Uśmiecham się.

– Widzę.

–…

– No i zasnęła z uśmiechem, a więc chyba nie byłem taki zły?

– Nie byłeś, bo jeszcze jesteś.

– Gadasz przez sen?

– …

– Do kiedyś, Marzycielko.

 

 

2015.02.13