Zaburzona codzienność

pannika

‒ Mogłabyś mnie zostawić?

‒ Chyba nie, dopóki wciąż zagryzasz wargę i zaciskasz zęby.

‒ Przez ciebie nie mogę logiczne myśleć.

‒ To nie myśl.

‒ Przestań. Zawracasz mi głowę, a ja dostaję szału.

‒ No widzę, widzę, jak cię skręca. Lepiej usiądź.

‒ I to ty mówisz takie słowa? To przez ciebie czuję, to co czuję.

‒ Czyżby?

‒ A nie? Niedawno ledwo się ciebie pozbyłam, kiedy od pierwszej w nocy do ósmej rano o mało nie postradałam zmysłów. Minęły zaledwie dwa tygodnie, pełne dwa tygodnie, a ty powróciłaś.

‒ Nie panikuj, teraz nikt nie walczy ożycie.

‒ Ja? Ja panikuję? To ty nie dajesz mi oddychać. Owszem może sytuacja jest inna, ale czuję, że tracę grunt pod nogami.

‒ Przeżyjesz, jak zawsze.

‒ A co ty o mnie możesz wiedzieć i o moim zachowaniu?

‒ Wiem, bo często się spotykamy.

‒ Mam cię gdzieś! Idź do diabła! Muszę zadzwonić i odpuść mi chociaż na chwilę.

‒ Jak sobie życzysz, ale dopóki mnie w sobie podsycasz, to będę.

‒ A bądź, bądź, bądź, ale cicho, bo mam pilną rozmowę.

‒ Z kim ty gadasz? Uważam że z twojej strony, to desperacja. Nie powinnaś…

‒ Zamknij się wreszcie. Desperacja czy nie, ale mam mało czasu i nie wiem co robić.

‒ Zrobiłaś o dwa telefony za dużo.

‒ O jeden na pewno, drugi był jakąś szansą, ale liczę na ten pierwszy, który nie zawiódł jak dotąd.

‒ Więc usiądź i poczekaj.

‒ Czy ty nie rozumiesz, że jestem jak w afekcie i za chwilę mogę ci coś zrobić?

‒ Sobie chyba.

‒ Nie chcę cię czuć, nie chcę słyszeć.

‒ Tak jak jego?

‒ Zamknij się! Wtykasz nos w coś, co nie powinno cię dotyczyć.

‒ No tak, bo jak tam dzwoniłaś, zostawiłaś mnie z boku.

‒ Ale nadal byłaś i dobrze o tym wiesz.

‒ Jednak nie byłaś sama, bo Desperacja była w twoim głosie.

‒ Mój głos, był głosem błagalnym, bo takie, a nie inne okoliczności wymusiły sytuację, prawie bez wyjścia. I wciąż go nie widzę.

‒ I nie zobaczysz, nie miej złudzeń.

‒ Zaraz dostanę jakiegoś szału. Ja nie o nim! Wyjście musi się znaleźć, na ten moment nic nie jest bardziej ważniejsze od tego, a już na pewno nie przeszłość.

‒ Która wciąż jest żywa?

‒ Żywe jest to co powołam do życia, a są to tylko wyobrażenia i nie jest to w rzeczywistości takie  samo.

‒ To on jest nierzeczywisty?

‒ Bywa, bo jak dla mnie jest tylko iluzją i tak już pozostanie.

‒ Czujesz zawód?

‒ Nie, bo skrzętne wyjaśnienia i reprymenda dały sygnał, że może mogłabym otrzymać pomoc, gdyby…

‒ A jednak nadal biegasz i kręcisz się wokół własnej osi.

‒ Bo czekam na kolejny telefon.

‒ Bardziej przyjazny?

‒ Dający nadzieję. A ty zejdź ze mnie wreszcie, bo wystarczy mi surowość czyjeś wypowiedzi, a to wgryzło się i dokucza bardziej niż ty.

‒ I co z tym zrobisz?

‒ Jak zawsze nic. Ale teraz wiem, co powinnam odłożyć na półkę.

‒ Mnie czy jego?

‒ Was oboje, do cholery!

‒ No to teraz górę wzięło Uniesienie.

‒ Uwierz mi to nie jest miły stan.

‒ Dlatego cię nosi.

‒ Cicho! Mam rozmowę.

‒ I co, i co, i co?

‒ Jest! Jest wyjście, ktoś mi je dał!

‒ Czuję że nic tu po mnie.

‒ Mówiłam ci od początku.

‒ Ale jeszcze mogę zostać, prawda?

‒ Uwierz że przez moją wrodzoną niepewność tak łatwo się ciebie nie pozbędę.

‒ Na mnie możesz zawsze liczyć.

‒ Marne pocieszenie, ale oprócz ciebie są jeszcze tacy, na których zawsze mogę liczyć.

‒ To pięknie.

‒ Póki co nie czuję ulgi. Czy mogłabyś mnie już opuścić?

‒ Obawiam się że dopóki to na co czekasz nie stanie się namacalne, będę w tobie bardziej niż on.

‒ A ty znowu? Daj mi już spokój, bo ani mnie to bawi, ani nakręca. Chcę zamknąć ten rozdział.

‒ I przestaniesz pisać?

‒ Jak się wypiszę, to przestanę. W nikim nie zamierzam niczego już wywoływać, a tym bardziej niechęci.

‒ Chrzanisz. Przecież pisząc chciałabyś pozyskać czytelnika i wywołać w nim emocje. Czyż nie po to się tworzy?

‒ Owszem. Jeśli chodzi o twórczość, to masz rację, ale pozyskiwanie kogoś za wszelką cenę mija się z celem, dlatego jak zawsze będę trwać w swoim kącie.

‒ Beze mnie?

‒ Myślę że zawsze się pojawisz nieproszona.

‒ Zupełnie inaczej jak on?

‒ Czy ja nie mówiłam ci, że jesteś upierdliwa?

‒ Powiedziałaś.

‒ Jak ten czas leci, a ja nadal nic nie wiem. Czekanie jest najgorsze, kiedy nie ma się stu procentowej pewności.

‒ Nie panikuj.

‒ I kto to mówi?

‒ Twoja Panika.

‒ Nie jesteś moja!

‒ Ale wciąż w twoim wnętrzu.

‒ Za bardzo się rozpanoszyłaś!

‒ Masz miłe wnętrze. On by ci tak nie powiedział.

‒ Zignoruje twoje podszepty, bo tylko podsycasz mój stan i czuję, że zaraz zejdę z tego świata, nie pytając nikogo o zgodę.

‒ Nie płacz, wyjście awaryjne nadchodzi.

‒ Jest!. Za dziesięć minut byłoby po mnie.

‒ Oddychaj, bo nas udusisz.

‒ Czuję ulgę i zmęczenie. Mogłabym to porównać do biegu w maratonie, w którym nie czułam żadnych pobocznych dolegliwości, a tylko cholernie napędzającą adrenalinę

‒ …

‒ Nic mi nie powiesz?

‒ …

‒ Zniknęłaś?

‒ Ona tak, teraz ja z tobą zostanę.

‒ A kim jesteś?

‒ Mów mi Ul…a

‒ Ul…a?

‒ Ulga.

‒ Dobrze że nie Olga.

‒ Przyznaj że czujesz mnie całą sobą.

‒ Nie chciałabyś wiedzieć co czuję, bo jestem jak wypluta, ale komuś dzisiaj bardzo czule podziękuję, za to że był, nie opuścił i pomógł.

‒ To ona czy on?

‒ To realnie namacalny towarzysz mojego życia.

‒ A więc dostałaś wsparcie?

‒ Oboje je sobie dajemy, bo na tym polega realne życie.

‒ I niech to pozostanie puentą. Zgadzasz się?

‒ Tak, bo czując Ulgę i nie czując Paniki świat we dwoje wydaje się o wiele łatwiejszy, nawet gdy niepewne jutro znowu może…

‒ Nie wywołuj wilka z lasu!

‒ Spokojnie przecież jutro nie istnieje, bo zawsze może być tylko dzisiaj.

‒ Cha, cha…

‒ Co za Ulga…

2017.05.30

Jest taki dzień IX

 

images

‒ A psik. A psik. A psik. A psik. A psik.

‒ Znowu jesteś pociągająca?!

‒ Raczej jestem śpiąca.

‒ I to dlatego kichasz na wszystko?

‒ Raczej w chusteczkę, bo znowu mnie w nosie zaświdrowało.

‒ No to cześć, Świrusko!

‒ Hej, hej, Trzynasty.

‒ Czekałaś na mnie?

‒ Czekałam? Ja wciąż czekam i nie mogę się doczekać. Zostawiłeś mnie na wiosnę i jak dotąd się nie odezwałeś.

‒ Nie burmusz się już. Przecież jestem, zgodnie z kalendarzem. Ja o tobie pamiętam.

‒ Nie tak jak on? Prawda?

‒ To ty, to powiedziałaś. Zaraz zwalisz na mnie, że ci zepsułem humor.

‒ Nie będę nic na nikogo zwalać.

‒ Ale za wesoła chyba nie jesteś? Wiesz, przytuliłbym cię, tak ze trzynaście razy, żeby wywołać przynajmniej jeden z trzynastu uśmiechów na twojej twarzy.

‒ Trzynasty, jak się tak do mnie przykleisz, to nie pójdę do pracy.

‒ To masz pracę?

‒ Jeszcze mam.

‒ Tę ze schodami?

‒ Schody, to ja dopiero będę miała jak…

‒ Jak co?

‒ Jak przestanę ją mieć.

‒ Oj. To może nie myśl teraz o tym. Nie dzisiaj, co?

‒ Postaram się. Zrobię ten wyjątek dla ciebie, Trzynasty, byś nie myślał że mam paraskavedekatariafobię.

‒ A co to jest? Jesteś chora, to uleczalne?

‒ Trzynasty! Paraskavedekatariafobia, to lęk przed piątkiem trzynastego.

‒ O w mordę! Poczułem się katastroficznie, paraskavedekatariafobicznym tworem. Zapomnij o mnie, zapomnij, zapomnij o mnie…

‒ Trzynasty! Nie zapomnę, wariacie! Cha, cha, cha…Mnie ta paraskavedekatariafobia nie dotyczy.

‒ To dobrze, bo to strasznie długa nazwa jest. Lubię jak się do mnie uśmiechasz.

‒ A ja lubię jak mi śpiewasz do ucha, więc może wrzucisz inną nutę do mojego umysłu?

‒ Się robi p‒szę pani. Piątek, piąteczek ja mówię ci piątunio. Szalejemy razem kiciunia i misiunio.

‒ Cha, cha cha… to żeś mi nutę zapodał.

‒ Złą?

‒ Taką disco polową.

‒ Chodź poszalejemy.

‒ Nie teraz, Trzynasty! Ja  muszę do pracy!

‒ To biegniemy, a tak w ogóle to co u ciebie?

‒ Opowiem ci po drodze.

‒ Brr… jak zimno.

‒ Nie przesadzaj. Jest pięknie.

‒ Uważaj jest ślisko, bo potem powiesz, że ci nogę podstawiłem.

‒ Nie zaczynaj marudzić na to samo kopyto, co zawsze, bo zacznę myśleć, że jesteś zafiksowany na sobie.

‒ Jestem sfiksowany raczej, ale przy tobie nie mogę być inny.

‒ Dlaczego?

‒ Bo przestaniesz się uśmiechać.

‒ Nie mogę przestać, bo wciąż słyszę jak mi śpiewasz… cha cha cha,

‒ Pośpiewam ci dzisiaj jeszcze, a teraz mów, co się u ciebie zmieniło?

‒ Liczba lat mi się zmieniła.

‒ Do lata jeszcze daleko, mów o życiu. No wiesz z kim i jak…

‒ Trzynasty! Ta twoja ciekawość jest dwuznaczna.

‒ Przesadzasz. Opowiadaj jednoznacznie.

‒ Nadal oddycham, chodzę, jem, śpię, już nie rosnę, ale pęcznieje i to nie jest fajne uczucie, kiedy jestem jak balon, który nie unosi ciężaru życia na tyle, by móc dosięgać obłoków.

‒ Musisz zrobić psssyt…

‒ Co takiego?

‒ No spuścić trochę z tego, no wiesz… tonu. Zaraz poczujesz się lepiej. Tylko nie za dużo, bo sflaczejesz i zrobisz się za mało okrągła.

‒ Trzynasty, czy ja dobrze słyszę? Robisz mnie w balona?

‒ A skądże, lubię cię taką okrąglutką.

‒ No dobra, wbijaj mi tę szpilę, a zaraz odlecę z furkotem.

‒ Oj. Nie złość się. Nie chciałem ci dokuczać.

‒ Nie złoszczę się na ciebie, ale na swój organizm, w którym szaleją żywioły.

‒ Jesteś huraganowa Barbara?

‒ Zawsze mogę być!

Bo dzisiaj jest piątek baletów początek. Zaczynamy, rozkręcamy wielką pompę.

Cha cha cha. Tak mi śpiewaj, a nie zagrzmię.

‒ No widzisz, i znowu masz uśmiech, oby trwał do wiosny.

‒ Bo znowu się spotkamy?

‒ No nie, bo ja dopiero przyjdę w październiku, ale wiem że czekasz na przylot bocianów.

‒ No popatrz nie było cię tyle czasu, a już wszystko wiesz.

‒ Spojrzałem tylko i wiem.

‒ Na kogo spojrzałeś?

‒ No na ciebie patrzę cały czas.

‒ Trzynasty!

‒ No dobrze zerknąłem też w bok.

‒ I już wiesz, że w maju urodzi się moja wnuczka, prawda?

‒ No raczej nie inaczej. Przecież to nie ty wyglądasz tak, jakbyś połknęła piłkę.

‒ Ja w ogóle nie wyglądam.

‒ Przez okno?

‒ Też.

‒ Nie smuć się. To będzie piątek, gdy zakwitnie miłość, rozsadzi radio pójdzie w tan…Znowu muzyka spłynie z gwiazd.

Trzynasty, to przecież moja ulubiona piosenka.

‒ Wiem że ją lubisz, dlatego ją nucę.

‒ Zobacz wydawnictwo oferuje książki po trzynaście złotych, a ja nie mam kasy.

‒ No fiskalnej już nie masz, ale firmowa kasetka nie jest zła.

‒ Cha cha cha… dowcipniś z ciebie.

‒ Trzynasta trzynaście już, a my nadal ze sobą gadamy.

‒ Bo rozgadany jesteś od rana.

‒ To źle?

‒ Ależ skąd, przecież w niczym mi nie przeszkadzasz.

‒ A ona też nie?

‒ Nie, bo jej to z chęcią pomogłam.Ty chyba jesteś zazdrosny?

‒ No trochę  muszę być, jak wisisz na tej słuchawce i rozpalasz ucho do czerwoności.

‒ Trzynasty, lubię być dla innych. Przecież wiesz?

‒ Wiem, wiem, szkoda tylko że inni tego nie doceniają, tak jak ja.

‒ Nie każdy może być moim… Trzynastym Piątkiem.

‒ Tęsknisz prawda?

‒ Za tobą? Przecież jesteś.

‒ Już ja wiem za kim, ale czy warto?

‒ Nie bądź męczący. Już dawno przestałam myśleć czy warto, czy nie. Jest jak jest i pewnie nic tego nie zmieni.

‒ Ale próbowałaś…

‒ Być zabawna? Cała ja…

‒ Raczej być bliżej, to miałem na myśli.

‒ Bliżej, niż słowem, nie da się.

‒ Ty też nie daj się.

‒ A co już znikasz?

‒ Nie no jestem do północy przecież. Teraz zajmij się tym, co masz na biurku.

‒ Odezwiesz się wreszcie?

‒ Nie wiem czy chciałabyś. Jesteś bardzo milcząca.

‒ Ja? To ty tak cicho, za plecami.

‒ Dawaj łapę i idziemy na spacer.

‒ Cha cha cha. Idziemy, ale do banku, apteki i na pocztę.

‒ No widzisz ze mną będzie ci wesoło.

‒ Bo ja cię lubię, Trzynasty.

‒ Pocałowałbym cię za te słowa, ale nie mam ust.

‒ Cha cha cha… nie miałeś ręki, a czuję jak trzymasz moją.

‒ To musnę twój policzek, zgoda?

‒ Muskaj.

‒ Jaki zimny.

‒ To przez wiatr, zazdrośnik też mnie musnął.

‒ Mam rywala?

‒ Nie sądzę. Z nim nie prowadzę rozmów, bo on gwiżdże na wszystko i zawodzi.

‒ Z tamtym też nie rozmawiasz, a wolisz go ode mnie.

‒ Trzynasty! Musiałeś? Naprawdę musiałeś?

‒ Nie wiem. Przepraszam. Tak jakoś wyszło.

‒ Odwracam się od ciebie na drugi bok?

‒ Ale jeszcze dopiero wieczór.

‒ Muszę potrenować oko, by nie zapomniało się zamknąć po północy.

‒ Też mam się zamknąć?

‒ Zieeeeeeewam… Trzynasty, jesteś?

‒ Jeszcze tak.

‒ To co nic nie mówisz?

‒ Bo spałaś, nie chciałem budzić. Śniło ci się coś?

‒ Teraz nie, ale w nocy miałam koszmary.

‒ Bo myślałaś o mnie?

‒ Trzynasty, nie zaczynaj! To nie ciebie widziałam we śnie, a przemieszczającą się po moim domu trumnę. Takie sny są męczące, ale może to znak, że czas coś zamknąć na wieki.

‒ Chcesz się zamknąć?

‒ W trumnie?

‒ Przestań!

‒ Cha cha cha… żartowałam. Przecież tyle jeszcze przede mną.

‒ Trzynastych piątków?

‒ Też!

‒ Za godzinę znikam.

‒ Szkoda.

‒ Dlaczego?

‒ Bo jutro będę starsza o dzień.

‒ I to mówi ta, która nie liczy lat?

‒ Ale dni liczę, bo muszę wiedzieć, jaką datę mam zapisać.

‒ W sobie?

‒ We mnie już wiele dat się zapisało.

‒ Czujesz się jak kalendarz?

‒ Czuję się dziwnie i nie wiem jak mam takie samopoczucie nazwać.

‒ Najlepiej po imieniu.

‒ Trzynasty.

‒ Nie to nie to imię.

‒ Piątek!

‒ To też nie te.

‒ Zaraz cię kopnę.

‒ W kostkę?

‒ Też.

‒ Ja nie mam kostek.

‒ Cha cha cha. Jesteś niemożliwy!

‒ Ja? Nie narozrabiałem przecież.

‒ A tylko spróbuj, to ja ci dam!

Daj, daj, daj chcę poczuć jeszcze raz te chwile…

‒ Trzynasty!

‒ Wiem, on wtedy przyszedł, a ja będę musiał zniknąć. Tylko nie pozwól, by zniknął ci uśmiech. Dobrze?

‒ Nie obiecam.

‒ La la la la la… Twe gesty twe oczy zdradzają co czujesz. Nie unikaj mego wzroku, mam cię na oku.

‒ Trzynasty!

‒ No co wrzeszczysz? Przecież jest karnawał.

‒ I dlatego przypominasz mi minione?

‒ A czy to źle pamiętać to, co cię uskrzydlało?

‒ Od tego nie poczuję się lżejsza.

‒ Ale lżej możesz. Chodź poskaczemy.

‒ Czy ty nie za bardzo mi tu podskakujesz?

‒ Raczej nie, bo wiem że lubisz poszaleć.

‒ Mów mi Szalona.

Jeszcze jeden raz zakochaj się we mnie, jeszcze jeden raz…

‒ Trzynasty, uwielbiam cię przecież.

‒ Ale już mogę znikać?

‒ Bądź, tylko…

‒ Cicho?

‒ Możesz śpiewać, ale ja muszę…

‒ No wiem, przecież romantyczne pióro…

‒ Trzynasty.

‒ Już dobrze, dobrze. Pisz, a ja zaśpiewam mu do ucha.

‒ Komu? Trzynasty, uspokój się.

‒ Jestem całkiem spokojny. Pisz.

‒ Ale…

‒ Ale jestem Trzynasty, a trzynastego wszystko zdarzyć się może…

‒ Nie przeginaj tylko!

‒ Pa, pa moja Droga Pani…

‒ Trzynasty!!!

‒ Już milczę, ale jemu zaśpiewam: Ona jest taka cudowna, niewinna słodka…

Cha cha cha…

‒ Do października, mała…

‒ Buziak, Trzynasty.

 

2017.01.13

Jest taki dzień VIII

miegodniajw4

‒ Dzień dobry.

‒ Ach, dzień dobry.

‒ Zadrżałaś?

‒ Troszkę.

‒ Pomyślałaś że to on?

‒ Może tak, może nie. Zadrżałam, bo jeszcze wczoraj wiedziałam, że przyjdziesz, a dzisiaj przypomniałeś mi o sobie dopiero na schodach.

‒ Bałem się zrobić to trochę wcześniej, bo myślałem, że nie będę miłym towarzyszem.

‒ Ale dlaczego?

‒ Ostatnio różnie wyglądały nasze poranki, ale dzisiaj, mimo że ci nie przeszkadzałem to robiłaś wszystko w biegu. Wolałem być cicho.

‒ Oj, nie przesadzaj. Przecież teraz nie wstaję o piątej i mam więcej czasu na wszystko.

‒ Dużo się zatem zmieniło od mojej listopadowej wizyty?

‒ No wiesz, nie było cię przez pół roku.

‒ I dlatego tak mało się uśmiechałaś?

‒ Dyplomatycznie odpowiem, że tak.

‒ Czyli działo się?

‒ Działo, działo i dzieje…

‒ Dokąd ty idziesz? Nie pomyliłaś się?

‒ Nie. Od dawna już chodzę w przeciwnym kierunku niż kiedyś.

‒ To dlatego wyczuwam smutek.

‒ Poniekąd, ale nie powinnam narzekać. Na chwilę obecną mam lepsze obowiązki i inny punkt obserwacyjny.

‒ Teraz to masz schody.

‒ Mam schody, dylematy, ale zniknął szum ulicy.

‒ A twarze? Co z nimi.

‒ Są i jak dawniej przyglądam im się.

‒ Czyli, tu nic się nie zmieniło?

‒ Zmieniło, bo z inną częstotliwością pojawiają się i z trochę większym dystansem.

‒ Lubisz to miejsce.

‒ Oczywiście. Tu mam spokój, który jest ważny, bym mogła się skupić. Nie muszę niczego szorować i wkurzać się na to, że mój wysiłek idzie na marne. Chociaż to tymczasowa miejscówka, to z każdym dniem w nią się zakorzeniam.

‒ Będzie ci żal, jak będziesz zmuszona wyrwać się z niej?

‒ Nie każ mi o tym teraz myśleć, Trzynasty! Bo przestanę cię lubić.

‒ Nie przestaniesz, bo puściłaś do mnie oko.

‒ Cha, cha…

‒ Nareszcie cię rozbawiłem.

‒ Czekałeś na mój uśmiech?

‒ Oczywiście.

‒ Dobrze że chociaż ty…

‒ Co ja?

‒ Jesteś dzisiaj…nieznośnym gadułą. Cha, cha…

‒ Przeszkadzam ci?

‒ Nie, no coś ty. Posłuchaj tej pani, jej też nie przeszkadzasz, bo wychwala cię pod niebiosa.

‒ Zaraz się zaczerwienię.

‒ I staniesz się Niedzielą?

‒ Nie. Wolę być Piątkiem – Milutkim Dniem.

‒ Więc nim bądź niezmiennie.

‒ Będę, będę. Ale ty zmieniłaś się trochę wiesz?

‒ Trochę?  No cóż…

‒ Pewnie znów miewasz czarne myśli.

‒ Właściwie, to nie zawsze są czarne.

‒ Bo nie zawsze jestem?

‒ Trzynasty!

‒ No co? Jestem wtedy, kiedy mogę być.

‒ Przecież wiem.

‒ A ja wiem, że nie było ci łatwo.

‒ Nie było i nie jest, ale chwilami czuję ulgę, że coś się jednak układa.

‒ Ale nie wszystko, co poukładane daje odprężenie, prawda?

‒ Co masz na myśli?

‒ Poukładanego.

‒ Trzynasty, mówisz o sobie?

‒ No coś ty, nie jestem układnym chłopcem.

‒ Nie rozrabiaj mi tylko, bo zamknę cię do szafy.

‒ Nie rób tego, mam klaustrofobię. Lepiej powiedz, że za mną tęskniłaś.

‒ Ja zawsze tęsknię.

‒ Bardzo?

‒ Nawet bardziej.

‒ No to już nie tęsknij, przecież jestem!

‒ Jesteś i będziesz… chwilą na dialog.

‒ Tak jak on?

‒ Trzynasty! Nie do końca, bo tylko z tobą mogę rozmawiać. Tylko ty mnie słuchasz.

‒ Chcesz mi powiedzieć że…

‒ Że widoki mam teraz inne.

‒ Żal ci minionych?

‒ Zapisałam je w sobie i odtwarzam jak film.

‒ A twój scenariusz?

‒ Nieskończony, tak jak powieści, które kiedyś ukończę.

‒ Wierzę że kryzys masz za sobą.

‒ I oby nie powrócił.

‒ On?

‒ Trzynasty!

‒ Tylko zapytałem.

‒ Dokuczasz mi.

‒ Trochę się droczę, ale spójrz, jednak ludzie cieszą się na twój widok.

‒ Jedni się cieszą, drudzy dziwią, inni położyli mnie na łożu chorych, bądź na wieczne odpoczywanie, a inni zapomnieli… Jednak wciąż niezmiennie staram się w tym wszystkim istnieć tak, jak potrafię.

‒ Potrafisz wiele i dlatego wiele przed tobą.

‒ Przede mną, poza mną, ale tak być musi.

‒ No już, już zbieraj się do wyjścia, bo zaraz mi zaśniesz.

‒ Senny dzień dzisiaj.

‒ Trzynasty dzień i majowy.

‒ Majowy, pełen wiosny.

‒ To idziemy na spacer?

‒ Idziemy, ale do domu.

‒ Dlaczego?

‒ Bo jakoś nie mam ochoty na szlifowanie chodników.

‒ Ze mną?

‒ A co z tobą nie tak?

‒ No w sumie staram się być dobrym dniem.

‒ I takim jesteś. Nawet mój mały wnusio dzisiaj cię podeptał!

‒ Nie bolało

‒ Dało radość, że te maleńkie nóżki same go już niosą.

‒ To teraz będę zapamiętany?

‒ Nie inaczej. W końcu w taki dzień piękne emocje warto zapisywać na wieczność.

‒ Może jednak z wiecznością nie przesadź i żyj tu i teraz.

‒ Aż się łza kręci.

‒ Zakręciłbym tobą. Zatańczymy?

‒ Razem z gwiazdami?

‒ Czemu nie. Stworzymy miły wieczór.

‒ Bardzo miły. Pełen kroków w przeszłość, teraźniejszość i…

‒ W przyszłość, która przed nami. Prawda?

‒ Skłamałabym, gdybym  nie przytaknęła, bo dzięki tobie znów się rozpisałam.

‒ Dzisiaj, ale wiem że piszesz od dawna, odkąd wyciszyłaś tę rozpaczliwą aurę zagubienia.

‒ Skąd o tym wiesz?

‒ Lubię cię czytać.

‒ Mam fana!

‒ Serio, serio…

‒ Mam nadzieję, że mój fun club kiedyś się powiększy.

‒ Uśmiechaj się, a wszystko się spełni.

‒ Cha, cha… ściemniasz!

‒ To nie ja, to życie jest małą ściemniarą.

‒ Oho, wkręcasz mnie w piosenkę.

Jak mogłaś tak dać wkręcić się?

‒ Wkręcona w życie… niezły tytuł na powieść.

‒ Napisz!

‒ Szaleńcze, jeszcze tyle innych mam do dopisania.

‒ To bierz się do roboty!

‒ Teraz, to ja rozmawiam z tobą. Nie wybuchnij tylko jakąś petardą zła, jak pół roku temu.

‒ Nie przypominaj mi, bo strasznie się wtedy zapisałem.

‒ Ale ja za nic cię nie winię.

‒ To dobrze, bo dzisiaj takie dwie paniusie na mnie narzekały.

‒ Zaraz ja zacznę na ciebie narzekać.

‒ Wiedziałem!

‒ Ale tylko dlatego, że mi znikniesz za szybko.

‒ Kiedyś znów wrócę, obiecuję.

‒ Wiem. Nigdy o tobie nie zapomnę.

‒ To może też ci zaśpiewam, chcesz?

‒ Śpiewaj.

I wish I had abetter voice, sang some better words…*

‒ Lubię tę piosenkę.

‒ Zauważyłem jak się dzisiaj na nią ożywiłaś.

‒ Bo nuciłeś mi ja do ucha. Cha, cha…

‒ Jesteś niemożliwa, ale właśnie za to, że taka jesteś, lubię dotrzymywać ci towarzystwa. Nie idziesz jeszcze spać?

‒ Wyganiasz mnie do łóżka?

‒ Nie, ale zawsze znikałaś zanim ja zniknąłem.

‒ Jutro mam wolne, to mój zasłużony luksus.

‒ To prawda.

‒ Najprawdziwsza. Tak samo jak fakt, że za plecami masz już Sobotę.

‒ Sugerujesz, że się do mnie klei?

‒ Oj, Trzynasty nie świruj.

‒ Muszę. Przecież im większym jestem świrem, tym bardziej się  do mnie uśmiechasz.

‒ No to się uśmiechnę.

‒ I oto mi chodziło.

To jest jak sen… jest jak we śnie… Znowu rozczulam się.

Znowu śnisz o…?

I tak powinno być…Nie mogę znaleźć dobrych słów.

‒ Nic na siłę… pamiętaj, choćby nawet bolało.

Zatrzymam każdy moment, każdy moment, każdy moment…

‒ Zatrzymaj, ale nie mnie, bo ja muszę znikać.

‒ Trzynasty byłeś i wciąż będziesz oczekiwanym dniem do dialogu.

‒ Zatem do następnego dobrego dnia.

‒ Do następnego, Trzynasty. W bezruchu otulasz swym ciepłem…

2016.05.13

*Pragnę mieć lepszy głos, który śpiewałby lepsze słowa.

Jest taki dzień VII

trzynastego

 

‒ Wstawaj.

‒ Przecież nie śpię.

‒ Wiem, ale się ociągasz ze wstawaniem.

‒ Ociągam się, bo jest ciemno i czuję się niewyspana.

‒ Pewnie dlatego, że kręciłaś się w nocy.

‒ Podglądałeś mnie?

‒ Próbowałem zobaczyć, czy czekasz na mnie.

‒ Przecież to nie z twojego powodu nie mogłam znaleźć wygodnego ułożenia w łóżku.

‒ Czy to oznacza, że nie byłem oczekiwany?

‒ Przecież wiedziałam, że się spotkamy.

‒ Powiedz, że tęskniłaś za mną, no powiedz. Skąd wiedziałaś, że przyjdę?

‒ Dopiero się zaczynasz, a już jesteś niemożliwy. Wtorek był na tyle łaskawy, że  mnie oświecił.

‒ Wstawaj, bo spóźnisz się do pracy.

‒ Zawsze się spóźniam, bo zanim wyjdę z domu muszę w biegu zrobić wiele rzeczy.

‒ Powinnaś wcześniej wstawać.

‒ Jeszcze wcześniej? Zlituj się to jest niedopuszczalne i nieludzkie, by wyrywać ludzi z ciepłych pieleszy. Nie bądź okrutny. Przecież nawet Środa, która zawsze bywa ciężka, była tak wyrozumiała i pozwoliła mi na dłuższe poleżenie w pościeli.

‒ To teraz, ode mnie, wolisz Środę?

‒ Nie, bo ta wyjątkowa Środa minęła i nie wiem kiedy znów się powtórzy, a ty wciąż jesteś pomimo tego, że ostatni raz w tym roku, a jak będzie z twoim byciem dalej dzisiaj nie będę wybiegać.

‒ Nie wybiegaj, ale wyłaź spod kołdry.

‒ No ładnie, jak już późno! Chyba przespałam połowę czasu na przygotowania. No to dzisiejszy dzień zacznę z wywieszonym jęzorem.

‒ A nie mówiłem? Teraz wszystko zwalisz na mnie.

‒ Mówiłeś, wciąż mówisz i będziesz mówił, a ja muszę pracować.

‒ To ja się zamykam, a ty otwieraj okno i siebie na innych.

‒ Staram się być bardziej otwarta niż myślisz.

‒ Ja, przecież ja jestem bezmyślny.

‒ Jednak nie do końca  bezmyślny, bo robisz wszystko, bym to ja nie była bezmyślna.

‒ Wiesz że nie jesteś pociągająca tak jak kiedyś?

‒ No piękne dzięki, ale katar już  skończyłam, zawirusowanie też mniej męczy, jeszcze mała szkarada na brodzie usiadła i drażni.

‒ Ale to nie ja ją tu zaprosiłem.

‒ Oj nie ty, nie doszukuj się w sobie samego zła.

‒ Ja tylko próbuję cię naśladować.

‒ Ty mnie?

‒ Skup się lepiej  na pracy, bo zaraz będziesz miała ręce pełne maleńkiej radości.

‒ Ładnie to powiedziałeś, ale ta moja radość waży już dużo więcej.

‒ Jeszcze osiem miesięcy temu byłaś pełna napięcia i oczekiwania na swojego wnuczka, a dzisiaj wyczuwam inne napięcie.

‒ To napięcie towarzyszy mi zawsze, ale skutecznie pracuję nad tym, by je okiełznać.

‒ I dlatego tłumisz uśmiech?

– Nie mam za wielu powodów do uśmiechu.

‒ Nawet gdy po raz drugi oddychasz z drżeniem na całym ciele.

‒ Tak istotnie, drżałam, by śpiący maluch nie zbudził się zbyt wcześnie.

‒ Ściemniasz.

‒ Czasami muszę, bo tak jest łatwiej.

‒ Wiem że nie jest ci łatwo.

‒ Powiem więcej, jest mi coraz trudniej i nie zapowiada się na lepsze. Ledwo się poruszam, ledwo zginam, rozsypuje się chyba i nawet zęby wypadają mi z gęby.

‒ No w końcu coś ci wypada.

‒ Tak masz rację, bo mam wrażenie, że mi to już nic nie wypada, tylko schować się w ciemnym kącie z dala od wszystkiego.

‒ Jesienna depresja?

‒ Raczej trudny realizm.

‒ Masz tendencję do narzekania.

‒ Raczej staram się jak najmniej tego robić, bo ani mi to pomoże, ani rozwiąże z zasupłania.

‒ Strasznie trzeszczący ten nasz dialog.

‒ To moje kolana. Skrzypią tak, że zagłuszają inne dolegliwości.

‒ Chyba zaczynam tęsknić za naszymi poprzednimi rozmowami.

‒ Były weselsze?

‒ Były z nutą tęsknoty.

‒ Może ja też tęsknię za inną sobą. Mam wiele tęsknot, ale uśpionych.

‒ Mówiłem, że powinnaś wcześniej wstawać, to mniej byś przesypiała.

‒ Wolałabym przespać wszystko co męczy.

‒ Dziąsło już się goi, więc nie narzekaj.

‒ Muszę na coś ponarzekać, przecież nie będę narzekać na ciebie.

‒ Więc ty mnie jednak lubisz?

‒ Pewnie. Przecież za oknem taki piękny… dzień.

‒ No widzisz nawet Słońce nam zaświeciło.

‒ Tak czuję ciepły blask, tylko szkoda, że jest on tak krótki. Za chwilę dzień będzie ściemniał bardziej niż ja.

‒ Nie martw się, będę z tobą.

‒ Udany jesteś wiesz?

‒ Nie chwal dnia przez zachodem słońca.

‒ Oj, tak się mówi, ale chciałam zapomnieć o małym porannym spięciu.

‒ To już go nie pamiętaj.

‒ Spięcia?

‒ No raczej, bo napięcie wciąż ci towarzyszy odkąd patrzysz na szczęśliwy traf  i czujesz miętę.

‒ To orbit spearmint.

‒ Na pewno?

‒ Daj mi przeżuć ten smak chwilowego oddechu od życia.

‒ Nie no, nie zaśnij mi teraz.

‒ Teraz to ja powędruję już do domu

‒ Mogę pójść z tobą?

‒ Bez ciebie nie idę.

‒ Jesteś kochana.

‒ Bywam.

‒ Ale ja ci jeszcze nie powiem bywaj, dobrze?

‒ Jeszcze nie, ale pozwól mi teraz pobałaganić w  kuchni.

‒ Tylko nie rzucaj garami.

‒ Nie mam zapędów na szaleństwo, nie mam nawet siły by zakrzyczeć, że moja ulubiona kawa wyszła.

‒ I nie przyjdzie?

‒ Sama nie, ale ja po nią dzisiaj nie pójdę. Wiesz Trzynasty, te dwa małe nic nie znaczące akcenty złości nie popsują mi jednak tego, że byłeś dość radosnym, chociaż lekko męczącym dniem.

‒ Nie chciałem cię zmęczyć,

‒ Męczą mnie inne sprawy.

‒ To usiądź i odpocznij.

‒ Potańczę z gwiazdami.

‒ Piękna muzyka, piosenki i pląsy. Prawda?

‒ To prawda.

‒ Prawdą jest też to, że zmieniłaś się trochę.

‒ Tak to już jest, skoro wskoczył mi kolejny rok życia.

‒ Ja nie o tym, ale mniejsza o to. Mogłabyś się w końcu uśmiechnąć.

‒ Chciałabym, ale…

‒ Nie masz czasu?

‒ Nie mam uśmiechu na zawołanie.

‒ A co masz?

‒ Mam kolejne pomysły do rozdziałów moich książek.

‒ No widzisz jednak masz  jakąś radość, a przecież pomysły też nie przychodzą na zawołanie.

‒ Pewnie nie potrafię wołać.

‒ Potrafisz, a że inni nie słyszą bądź nie chcą słyszeć to już inna kwestia. Zasypiasz?

‒ Prawie.

‒ Jeszcze godzina i znikam.

‒ Wiem. Czasu jest niewiele…

‒ Na, nana, nana, nana, nana, na …

‒ To mi się rozśpiewałeś Trzynasty.

‒ A co mi tam. Zanucę, słowo rzucę i smutek w radość obrócę.

‒ I dlatego cię lubię.

‒ Wiem. Uśmiechnęłaś się?

‒ Jasne, przecież lubię tę piosenkę.

‒ I mnie!

‒ Więc nie zapomnij mnie znowu odwiedzić.

‒ Nie zapomnę, przecież ważne są dni, których jeszcze nie znamy, ważnych jest kilka tych chwil, chwil na które czekamy…

‒ Na, nana, nana, nana, nana, na …

‒ Zasnęłaś?

‒ …

‒ Jedno tylko wiedz, że ważne są dni, których jeszcze nie znamy, ważnych jest kilka tych chwil, chwil na które czekamy…
– Trzynasty! Zamilkłam, bo zabrakło mi słów, kiedy usłyszałam o tragedii we Francji. Podczas gdy ja rozkoszowałam się brakiem „pecha” przyniosłeś go innym, jak mogłeś?
– To nie ja, uwierz mi, to terroryści.
– Tyle żyć, tyle straszliwej rozpaczy… co jeszcze czeka świat, kiedy obłąkanie ludzkich drapieżców wciąż wisi nad każdym państwem.
– To prawda. Pełni nienawiści, opętani niesieniem śmierci są wszędzie.
– Trzynasty, z listopadowym akcentem i tak drastycznym końcem twojego bycia zapamiętam cię jeszcze bardziej.
– Tylko nie wiń mnie za ten fakt, starałem się być grzeczny, to nie ja doprowadziłem do wybuchu, a zrobili to podstępni i źli fanatycy.
– Wiem, Trzynasty, wiem. Jestem zmęczona, bezsilna i…
– Pełna napięcia?
– Też.
– Powinnaś się położyć i wierzyć że nadejdzie lepszy czas.
– Czas bez przemocy?
– Trzeba wierzyć.
– Świat jest pełen bestii, a życie to walka o przetrwanie. Dzisiaj żyjesz, jutro gnijesz.
– Co za pesymistyczne motto.
– Adekwatne do rozmiaru tragedii.
– Znikam, zapisałem się zbyt drastycznie w wielu sercach.
– Trzynasty, to nie twoja wina, że zapamiętuje się takie daty.
– Tak wiem. Mimo wszystko dobrej nocy emocjonalna dziewczyno.
– Do lepszego kiedyś, Trzynasty.

 

 

2015.11.13

Jest taki dzień VI

trzynasty

 

– Cześć.

– Tak mocno tęskniłeś, że zaledwie minął miesiąc i już jesteś?

– Oczywiście. I to bardzo.

– Dobrze że chociaż ty tęsknisz.

– Wyczuwam sarkazm.

– A ja czuję, że nie chce mi się iść do pracy.

– To nie idź. Swoją niedyspozycję zwalisz na mnie i po kłopocie.

– Kłopoty… co ty możesz wiedzieć o kłopotach.

– Zapewniam cię, że wiem tyle co ty, a może nawet więcej, bo nie tylko ty je miewasz.

– Jakoś mnie to nie cieszy.

– Od wczoraj chyba nic cię nie cieszy. Czytałem twój wiersz. Niby zawiły, ale wymowny.

– Skoro przemówił, to znaczy że wymowny.

– Coś mi spochmurniałaś.

– Empatyzuję z pogodą.

– Wstawaj już.

– Jesteś bez serca, wiesz?

– No wiem, chociaż dzisiaj mam przy sobie twoje.

– Ja nie mam serca, tylko mięsień na kotlety.

– Oj, oj… przekomarzasz się, a ja nie jestem głodny.

– Ja też nie.

– A jaka jesteś?

– A tego to nie wie nikt.

– Ja wiem.

– Co wiesz?

– Tyle co ty.

– Zaczynasz mnie drażnić.

– To zamilknę i na pocieszenie dodam, że za osiemnaście godzin zniknę.

– Nie wiem jak ja dzisiaj z tobą wytrzymam.

– Nie jesteś zbytnio miła.

– Wiem. Daj mi się rozruszać.

– Intelektualnie?

– Chociażby.

– Masz w sobie wiele smutku.

– Bo nie jest mi do śmiechu

– Myślisz o pechu?

– Nie zaczynaj. O jakim pechu?

– No wiesz, może jakbyś wszystkie niepowodzenia zwaliła na mnie, to byłoby ci lżej.

– Trzynasty, ja chcę tylko przez chwilę mieć poczucie, że ze wszystkim sobie poradzę.

– A nie będzie tak? Zawsze jakoś sobie przecież radzisz.

– Jakoś, zawsze jakoś, ale nie zawsze tak jakbym chciała.

– Bardzo trudny jest ten poranek z tobą, aż czuję się winny, że przychodzę za szybko i nie w porę.

– Pora jest odpowiednia do tego, bym wyszła z domu. Idziemy?

– Nie mam wyjścia, a nawet chcę dotrzymać ci kroku.

– Ale w pracy masz być cicho, dopóki nie wykonam tych najpilniejszych spraw.

– Skoro tak wolisz, to przemilczę ten twój stan.

– No widzisz, już wszystko zrobione.

– Tak szybko?

– Nikt mnie nie rozpraszał, więc poszło sprawnie.

– I nie miałaś kontroli.

– Trzynasty! Nie wywołuj wilka z lasu! Przecież wciąż jest dzień.

– Chyba się zagalopowałem, ale na twoje nieco skrzywione oko i podszepty intuicji, mogę cię zapewnić, że będzie spokojnie.

– Też tak myślę, chociaż…

– Jesteś pod napięciem?

– Jestem spięta. Właśnie tak nazwałabym swój stan.

– Nie spinaj się, przecież jeszcze się nie rozsypujesz.

– No nie, bo  jednak składam się…

– Do kupy?

– Raczej wewnętrznie, by jak najmniej się na wszystko otwierać.

– Dlaczego?

– Bo wszystko mnie przerasta.

– Myślisz że jakbyś była wyższa byłoby ci lżej?

– Ale ja nie chcę być wyższa. Od zawsze lubiłam i lubię być taką, jaką jestem.

– Dlatego pochylasz głowę?

– Nie, nie dlatego,  ale może dlatego, że szukam rozwiązania.

– I, myślisz że ono leży pod stopami?

– Myślę że najprędzej będę cieszyć się innym rozwiązaniem.

– Będziesz miała dziecko?

– Będę miała wnuczka.

– Super, nowe życie, nowa radość i nowa ty?

– Ja? Coraz starsza i wciąż z tymi samymi zawirowaniami.

– To już wiem dlaczego świat ci wiruje.

– Dlaczego?

– Bo…

– Nie, nie kończ. Nie masz racji.

– Na pewno?

– Tak. Mój szybszy puls nie świadczy o niczym ważnym.

– Nie wierzę. Coś się zmieniło?

– Ja się zmieniam. Czas wydorośleć.

– Żartujesz? Już nie będziesz bujać w obłokach?

– Będę bujać, że z taką powagą jest mi dobrze.

– Dobrze. Nie wnikam. Nie będę drążyć, by nie zrobić dziury w całym.

– Dziurę to ja odkryłam w swoich leginsach, kiedy się zaczepiłam o krzesło i przez to czuję się dziwnie.

– Dziwnie to dzisiaj nam się rozmawia. Do innych jesteś milsza i się uśmiechasz.

– Bo taką mam pracę.

– A ja? A co ze mną? Mam pomyśleć, że mnie nie lubisz?

– Przestanę cię lubić, jak będziesz to ciągle powtarzał.

– To, ja już będę bardzo cichy.

– Jesteś?

– Jeszcze tak.

– Byłeś tak cicho, że przespałam cały wieczór.

– Odpoczęłaś?

– Jestem jeszcze bardziej śpiąca.

– Więc już nie pogadamy?

– Raczej nie. Otworzyłam oczy na chwilę, bo wiem że za godzinę znikasz.

– Znikam. Tym razem na dłużej.

– Wszystko ma swój czas, Trzynasty. Dobranoc.

– …

 

 

2015.03.13

Jest taki dzień V

piatadek

 

– Obudź się.

– Już nie śpię. Zaraz wstanę. Jeszcze pięć minut, tylko minutka, dobrze?

– Jak chcesz. Ja i tak nie zniknę, więc może w ogóle nie wstawaj?

– A wiesz, że to dobra myśl. Ojejku już piąta?!

– Tak. Pamiętam że jeszcze osiem miesięcy temu wstawałaś o czwartej.

– To prawda, ale nastąpiła mała zmiana, którą lubię.

– Aaa, to dlatego jeszcze się wylegujesz?

– Wyleguję? Jest mi zimno, i nie chce mi się wstawać, bo chyba dzisiejszy dzień nie będzie takim dniem, jakim mógłby być.

– To znaczy jakim?

– Miłym, spokojnym, pełnym uśmiechu, może nawet ekscytującym.

– Przecież zawsze mogę takim być. Wystarczy że będziesz chciała, bym takim był.

– Ty? No nie wiem, nie wiem czy masz rację, ale wiem że skutecznie mnie rozbudziłeś.

– Czyli działam nie tylko na twój umysł, ale również i na twoje zmysły?

– Możliwe, bo słyszę cię jak swoje myśli, czuję że chcesz być miły i tylko widzenie mam jeszcze niezbyt wyraźne, ale za chwilę wyostrzę swój wzrok na tyle, bym mogła dostrzegać szczegóły, jakie niesie ze sobą nowy dzień.

– Trochę się boję twoich oczekiwań, ale uwierz chciałbym byś się uśmiechała.

– Dobrze, już dobrze. Nie będziesz piątym kołem u wozu, nawet gdy jesteś Piątkiem, który każe mi wstać z łóżka.

– I co teraz?

– Nie wiem. Ty mi powiedz mądralo. Staram się mimo dziwnego niepokoju myśleć pozytywnie.

– To może lepiej popatrzę sobie na ciebie.

– No to faktycznie będziesz miał niezły widok. Widok mnie kręcącej się po tej samej ścieżce przemyśleń.

– Myślisz?

– Tak. Oczywiście że tak. Przecież nie zawsze bywam bezmyślna.

– Oj. Przecież nie to miałem na myśli.

– To zanim zaczniesz zmyślać lub wymyślać pozwól mi się ogarnąć.

– Ależ oczywiście. Już siedzę cicho.

– Jesteś? Nie słyszę cię, to może jest jeszcze Czwartek i mogłabym się słodko zdrzemnąć?

– Nie. Protestuję. Nie rób tego?

– Dlaczego?

– Dlatego byś potem nie zwaliła na mnie, że zaspałaś.

– Przez ciebie nie wiem w co mam się ubrać.

– No i zaczęło się. Znów będę tym trudnym dniem.

– Nie narzekaj, bo trudne dni dopiero przede mną, a ty wydajesz się całkiem znośny.

– Staram się byś miała dobry nastrój.

– Wielkie dzięki. To lecimy do pracy?

– My?

– A coś taki zdziwiony?

– Nie sądziłem, że aż tak mnie lubisz.

– Staram się umilać sobie czas, nawet wtedy gdy tylko ty jesteś w zasięgu mojego umysłu. Tylko nie wiem dlaczego mam dziwne wrażenie, że to ja mam więcej energii. Wydajesz się być za cichy i nawet gdy przypominasz mi rozmówcę sprzed jakiegoś czasu, to gubię się pełna wątpliwości czy ty, to na pewno ty?

– To ja… Ale ty też jesteś mniej pociągająca.

– To komplement?

– Oj, nie. To tylko suchy fakt.

– Zamilcz.

– Nie irytuj się przecież chodziło mi o to, że nie masz kataru.

– Chwilami kicham, ale nie jest to aż tak uciążliwe.

– Jak ja?

– Za chwilę ci przytaknę jak nie przestaniesz mnie wkurzać.

– Chodźmy już lepiej do tej pracy.

– Chodźmy, ale dopóki nie usiądę, masz milczeć.

– No cóż. Chyba nie mam innego wyboru?

– Nie masz.

– …

– Trzynasty!

– Po co krzyczysz? Przecież wciąż tu jestem, tylko bezgłośnie.

– Widziałeś? To twoja wina.

– Moja?

– Tak. Na kogoś muszę zrzucić swoje rozdrażnienie. Dlaczego sprawiłeś, bym właśnie dzisiaj poczuła, że idę po grząskim gruncie?

– Ja nic nie zrobiłem. Dokładnie wiesz, że taka rutynowa kontrola mogła cię spotkać każdego dnia.

– Ale dlaczego spotkała właśnie dzisiaj?

– Bo tak, jak powiedział kontroler, to nie ma żadnego znaczenia, w jakim dniu się ona odbywa.

– Ale mój Trzynasty Piątek miał być zupełnie inny. Miał być beztroski, pełen dobrych myśli, a nie wielkiej fali zdenerwowania, któremu uległam.

– Wiesz dobrze że gdyby to był sam Poniedziałek, to również czułabyś to samo, co teraz w tej chwili.

– Masz rację… Tylko… Dlaczego dzisiaj, kiedy musiałam skupić się na przyjęciu dostawy?

– Już sama dostawa cię irytowała, dlatego wolałem być cicho, a kiedy opuściłaś głowę w smutnym zawieszeniu, to nie mogłem nic na to poradzić i jeszcze ten się pojawił zamiast…

– Nie kończ, bo przez to moje odpłynięcie, kontroler musiał zapukać w szybę. Może za to również dostałam mniej punktów. Ale mam to gdzieś, jednak kulminacja konsekwencji dopiero przede mną.

– Nie dramatyzuj. Zaliczyłaś wpadkę i może nie tylko tę błahą, ale sama wiesz, że spodziewałaś się tego, tylko…

– Tylko nie dzisiaj!

– No wiem. Czuję się współwinny. Czy lepiej ci z tą myślą teraz?

– Nie.

– To może lepiej pomyśl o jutrze?

– O Sobocie?

– Tak.

– To ty sobie o niej pomyśl, ja za nią nie tęsknię.

– Dlaczego? Przecież wydaje się być miła, pełna miłości. Rozchmurz się.

– Nie chcę. Wolę być blado–sina i zaciskać usta ze złości, żeby nie palnąć jakiegoś głupstwa. A Sobota niech się sobie czerwieni i mizdrzy do ciebie.

– Wyczuwam mało przyjazny ton.

– Wytrącona z równowagi nie widzę nadziei na pocieszenie.

– No tak, to nie ja byłem tym oczekiwanym, a oczekiwanego nie ma, więc może pójdźmy na kompromis i…

– I co? Może zawrzemy układ jak w Greyu?

– Cha, cha,  widzę że wraca ci sarkastyczne poczucie humoru. Ale ja nie będę cię biczował i nie dotknę twoich pośladków, na których usiądź sobie spokojnie, by doczekać końca dnia pracy.

– Usiądę, ale nie umiem się na niczym skupić. Cały świat mi obrzydł.

– Marudzisz. Wiesz dobrze że kłopoty cię „uwielbiają” i skoro przez dwadzieścia siedem lat bycia w związku jakoś to wszystko znosisz, to zniesiesz i kolejne kontrole i takie tam życiowe zawiłości.

– To się nazywa wytrzymałość, co?

– No nie wiem. Może, ale na wpis do Księgi Guinnessa raczej nie licz, ale o odrobinie oddechu od codzienności możesz pomarzyć.

– Mogę się rozmazać chyba.

– Nie możesz, bo jesteś w pracy.

– No tak. Nie będę mazepą.

– Mazepą? Wiem. Pięć aktów to dla  ciebie stanowczo za mało, no i na Jana Mazepę też mi nie wyglądasz. Amelią mogłabyś być.

– O wielkie dzięki, co za komplement.

– Zamurowało cię?

– Trochę. Jednak nie tak jak Mazepę.

– Ale tak samo jak w dramacie Słowackiego masz niezły mętlik w głowie.

– Po to jest głowa. Chyba po to, by wiecznie coś się w niej działo.

– Nie wracaj już myślami do smutnego poranka. Proszę…

– Mam ulec prośbom Trzynastego?

– A czemu nie, kiedyś uległaś komuś innemu i to w Trzynastą Sobotę.

– Ale  to nie jej uległam, tylko chwili słabości.

– Mam wrażenie że słabość jutro znowu cię nie ominie.

– Co ma ominąć to ominie.

– To nie tak leciało w tej piosence.

– W tej, czy w tamtej, chciałabym mieć taką swoją szczególną piosenkę, tylko…

– Tylko żaden książę nie chce ci jej podarować?

– Nie nabijaj się ze mnie.

– Ja? No coś ty. Chciałem byś skierowała myślenie na bajeczne tory.

– I dlatego zaświeciłeś słońcem?

– Widzisz staram się rozświetlić ci twój nastrój.

– Doceniam każdy promyk, jakim usilnie próbujesz łoskotać moją smutną twarz.

– I już nie jest taka smutna, bo promienieje wiosennym tchnieniem Lutego.

– Wolałabym promienieć dzięki miłemu spojrzeniu.

– Przecież tak wiele osób cię nim obdarza. I ten miły pan życzący jak najlepiej, też się uśmiechał.

– Tak wiem. To miłe.

– Ale nie uskrzydla?

– Powiedzmy że to jest inna półka doznań.

– Doznałaś zawodu?

– Intuicyjnie nie, realnie trochę i ten kopniak od niespodziewanej kontroli.

– Miałaś o tym zapomnieć, miałaś cieszyć się albo uśmiechać tak samo, jak o poranku, kiedy wpadłaś z impetem na dostawcę.

– Cha, cha. Oboje się wystraszyliśmy, ale to był znak, że takich miłych wpadek dzisiaj dostąpię, a tymczasem…

– A tymczasem zbieraj się do domu.

– No tak. Już czas. A ty co będziesz robił?

– Ja? Dotrzymam ci towarzystwa i będę marzył o Walentynkowej Sobocie.

– Ech…

– Oznaka zwątpienia, czy ukryty żal?

– I tak i siak, bo ty jutro będziesz w ramionach Soboty, a ja znowu w pracy.

– Jesteś o mnie zazdrosna?

– O ciebie? Przecież nie tylko mnie dajesz się we znaki.

– Uuu, jak to zabrzmiało.

– Jak?

– Z wyrzutem.

– Nigdzie cię nie wyrzucam jeszcze.

– Dobra, dobra. Jak ty lubisz łapać za słówka.

– Jak?

– Niecodziennie.

– Bo niecodziennie z tobą rozmawiam.

– To nie moja wina, że pojawiam się wtedy kiedy mogę.

– Przecież już cię nie winię za tego kontrolera.

– Udam, że ci uwierzyłem, ale tylko po to, by nasza relacja nadal istniała.

– Trzynasty przecież masz już we mnie szczególne miejsce.

– Jak on?

– No, nie do końca takie samo, ale nasze piąte spotkanie jest jak akt…

– Nie dramatyzuj, Romantyczko.

– Ależ skąd. Już wyciszyłam emocje.

– To teraz wędrujemy do domu. Dasz mi rękę?

– Trzynasty, co ty insynuujesz?

– Mały spacer dla dwojga.

– Jesteś niemożliwy.

– Wiem, ale nie pechowy?

– No raczej Piątkowy.

– Podaj dłoń, Madame.

– Co za wersal, Trzynasty.

– Chciałem zrobić dobre wrażenie, skoro rano niezbyt mi wyszło.

– Z wrażenia nawet nie spostrzegłam, że już jestem w domu.

– To świetnie. I co teraz zrobisz?

– Chyba utrwalę te nasze spotkanie w wordzie.

– Myślisz że warto?

– Wiem że tak, bo to daje mi czasową odskocznię od życia.

– Mam być trampoliną? Chcesz sobie poskakać?

– Trzynasty, bo się zaraz doigrasz. I to zanim znikniesz mi z pola widzenia.

– Ja tylko naśladuję ciebie.

– Super.

– Powiedziałaś to bez entuzjazmu.

– Bo go nie mam.

– Przeze mnie?

– Przez to co nie pozwala go mieć.

– Jak zawsze ukrywasz to, czego nie chcesz pokazać i  nie chcesz, by było czytelne.

– Za chwilę ukryję również swoje źrenice, by odpoczęły.

– Ja zniknę za dwie godziny.

– Nie myśl, że dotrzymam ci towarzystwa.

– Nie wymagam tego. Przecież jutro będę z Sobotą.

– No tak. Odgryzłeś się, ale wiesz Sobota bardziej do ciebie pasuje niż ja.

– Dlaczego?

– Bo jest pełna miłości.

– A ty nie?

– A ja… to ja. Sam wiesz najlepiej.

– Wiem że wolisz uciekać myślami od jutra.

– Bo jutro muszę być silniejsza niż zawsze.

– I będziesz, bo to ja zniknę.

– Kiedyś wrócisz.

– Wrócę i mam nadzieję, że to będzie twój lepszy czas.

– Taki ze specjalnego zegarka?

– Powiedzmy że z takiego, który na swojej tarczy zaznaczy te najlepsze momenty sekundowej radości.

– Ładnie powiedziałeś.
– Starałem się powielić twoje myśli.

– Trzynasty, czytasz mi w myślach?

– Przecież w nich jestem od samego rana, a właściwie już wczoraj o mnie myślałaś.

– Chciałam zaprogramować cię na swoje kopyto, ale już wiem że nie wszystko da się przewidzieć.

– Przecież wiesz nie od dzisiaj, że tak właśnie jest.

– Jestem niedzisiejsza, ale nie wczorajsza, bo nie upiłam się ani nie upoiłam dzisiejszym dniem.

– Przepraszam.

– Za co?

– Za smutek i brak uśmiechu.

– Nie przepraszaj, to nie twoja wina, tylko zbieg okoliczności. Przypadek.

– I przez przypadek zagryzasz wargę?

– Cha, cha… nie jestem Anastazją, ale jeśli robię coś podobnego, to tylko dlatego że…

– Czyżby dlatego że ci dokucza?

– Mniej więcej tak, ale ty mi już dzisiaj nie dokuczaj. Dobrze?

– Oczywiście. Dzień ze mną był takim sobie, ale może chociaż sny będą milsze. Tego właśnie ci życzę.

– To pożegnanie, życzenia na okoliczność rozłąki?

– Mniej więcej, bo widzę, że ledwo skupiasz się nad tym co wystukują twoje palce.

– Moje palce… złaknione dotyku… klawiatury komputera są zawsze.

– Dobra, dobra, Czarodziejko.

– Czarodziejko z Księżyca?  To jednak nie moja bajka.

– A jaka jest twoja?

– Najpiękniejsza, bo nie ma początku ani końca.

– A co ma?

– To co łączy wszystkie bajki.

– Czyli?

– Świat z marzeń.

– Marzycielko, ty chyba już śnisz na jawie?

– O tak. Wkraczam w ten świat z sercem na dłoni.

– Poczekaj do Soboty.

– Ona jest twoja, a ja zawisnę w przestrzeni pomiędzy…

– Nie zapomnij się odwiesić, jak uznasz że warto.

– Warto posłuchać Coldplay.

– Clocks?

 Tak.

– Posłuchajmy, a potem znikamy.

– Dobrze. Chociaż każde rozstanie na dłużej wzrusza.

– Wiem.

– Jakiś ty ludzki.

– Zupełnie jak ty?

– Prawie.

– No tak, przecież ty jesteś wyjątkowa.

– Trzynasty?!

– No co? Chciałem wywołać twój uśmiech. I widzę że mi się udało!

– Dobra, już dobra, dobra… Dobranoc.

– Dobranoc, Mała.

– Trzynasty!

– No co? No co?  No co ja ci zrobiłem?

– Nic, ale ty wiesz… że to śpiewał Wiesław Gołas.

– Cha, cha, jaka sprytna.

– Specjalnie mnie zatrzymujesz?

– No wiem że wolałabyś, by ktoś inny to zrobił, ale…

– Ale nie zawsze mamy to czego nam potrzeba.

– Ja nie mam za dużo potrzeb, ale jak się jeszcze raz uśmiechniesz, to będzie to moja ostatnia potrzeba na dzisiaj.

– Uśmiecham się.

– Widzę.

–…

– No i zasnęła z uśmiechem, a więc chyba nie byłem taki zły?

– Nie byłeś, bo jeszcze jesteś.

– Gadasz przez sen?

– …

– Do kiedyś, Marzycielko.

 

 

2015.02.13

Życiorysowy przebieg życia czyli: Życiorys i Curriculum vitae w jednym.

 

photofacefun_com_1473280466

 

Pewnej środy, przeglądając ogłoszenia związane z poszukiwaniem pracy, nawiedziła mnie myśl, by moje CV (Curriculum vitae ‒ bieg życia, bądź przebieg życia) zapisać mniej schematycznie, niecodziennie. Zważywszy że lubię odbiegać od norm i prawideł (spokojnie, jeszcze nie zwariowałam) poczułam wewnętrzną potrzebę zbuntowania się przeciwko suchym formom podawania swoich osiągnięć (niekoniecznie twórczych), które przez lata walki o przetrwanie (tak postrzegam życie) wpisały się w mój życiorys.

Słowo życiorys (jak życiowa rysa, nie zawsze chwalebna)  przytłacza ciężarem obfitości w treść i chyba dlatego wyszło już z obiegu (ja pewnie też), a powszechnie stosowane łacińskie skrzydlate słowa: curriculum vitae; brzmiące lekko, ulotnie winny same z siebie być takimi, by potencjalny pracodawca mógł na nie zerknąć, przelecieć (tekst, a nie osobę) wzrokiem i… w mgnieniu oka uskrzydlonego wizją nowej siły roboczej (jak na te czasy niezwykle taniej) przyjąć do grona albo zespołu, w nowym miejscu pracy (rozwoju bądź niedorozwoju, bo przecież zawsze można postradać zmysły w przypływie silnej presji otoczenia). CV wysłane i załatwione?

Ależ nie tak szybko, bo same skrzydlate nie wystarczą. Po wysłaniu CV jest czas (na refleksje: za cholerę nie wiem czy tego chciałam) na rozmowę (ale nie przy kawie) kwalifikacyjną. I dopiero wtedy można doznać ciężaru albo lekkości, kiedy z nadmierną potliwością w cztery oczy, poczujemy się jak piąte koło u wozu.

Dlatego by tak się właśnie nie poczuć wybrałam zapis, w którym ja dużo mówię (piszę), a pracodawca słucha (czyta). Forma bez suchych faktów, bez zbędnych cyferek, bogata w ciekawie skonstruowaną treść pozwala potencjalnemu pracodawcy na to, by zanim zaprosiłby daną osobę (mnie) do siebie miał czas na prześledzenie każdego zdania (ze zrozumieniem), w jak trudnym , bądź niezwykłym położeniu znajdowała się osoba (ja) wysyłająca CV w odmiennej niż powszechna formie zapisu.

Co z tego wyszło? Sami przeczytajcie.

 

Justyna (moje trzecie imię) Malinowska (byłam )

Ul. Umysłowa 47/69

16‒100 Sokółka

 

Dzień dobry

 Ponieważ pewnego dnia przyszłam na świat, jako małe, bezbronne niemowlę nie zapamiętałam tego wydarzenia na tyle, by utrwalone przekazem, z ust do ust, niosło znamiona prawdziwości. Toteż podawanie tej, jakże jednak odległej, daty narodzin mogłoby przynieść więcej wątpliwości niż korzyści.

Z wieku przedszkolnego zapamiętałam jedynie zapach kakao i zaklejone taśmą klejącą usta pewnego chłopca, który za dużo mówił (według pewnej pani).

Szkoła przyszła szybko, bo nie mogłam doczekać się dźwigania tornistra. I chociaż ledwie sięgałam do tablicy (stojąc na ławce pod nią), to pęd do wiedzy był tak silny, że czytanie książek miałam opanowane na poziomie wyższym, ale nie od mojego wzrostu.

Czułam że podstawa, jaką zdobyłam w przeciągu ośmiu lat, nie jest jeszcze wystarczająca, by być w pełni gotową do drogi ku dorosłości, toteż pomimo popędu do płci przeciwnej popędziłam do może mało znaczącego budynku, ale to właśnie w nim płeć przeciwna przeważała nad żeńską i tak oto skończywszy trzyletnią edukację mogłam zacząć pracę w wyuczonym zawodzie. Jednak tylko jako małoletni pracownik, bo moja metryka wciąż była młodsza niż powinna.

Głód wiedzy stał się silniejszy i dorabiając marne złotówki skazałam umysł na dalszą zaoczną edukację, która została przerwana z siłą (nie wzdęcia), a pierwszego poruszenia nóżek i rączek, które na ten czas stały się jedyną siłą zatrzymującą proces wchodzenia w dorosłość.

Po jakichś dwóch latach od przybrania na wadze i niepełnego powrotu do dawnej sylwetki podjęłam wyzwanie w miejscu, w którym zamiast komputera otrzymałam szary papier i ołówek, by zliczać każdą zakupioną bułę i mleko klienta. Ze względu na dość niejasną umowę zakończyłam okres próbny i postanowiłam działać na swoim.

I tak działałam, działałam, działałam, rozważając nie tylko cukier w torebkach kilogramowych, ale również to, czy zbliżające się powiększenie rodziny da mi siłę na dalsze spędzanie dziesięciu godzin poza domem. Przylot bociana okazał się jednak tak absorbujący, że jako domowa gosposia panoszyłam się pomiędzy garami, lekcjami, a utratą rzeczywistości, że taka istnieje.

Nadszedł czas, kiedy znowu rozpanoszyłam się na swoim, ale tym razem w branży chemicznej i tekstylnej (tej niższego sortu, a mimo to nie jestem z PIS‒u). Jak pani na włościach wieszałam, układałam i marzłam, bo gazu wystarczało na chwilę i zbyt duże komnaty do ogrzania wciąż mroziły. Miałam dość i przeniosłam się do jednej komnaty, mniej odciążającej prawie pustą kieszeń, w której słońce zaglądało częściej niż kupujący. Kolejny zwiastun potomka w drodze, znowu skierował moje kroki do miejsca, w którym mogłam od świtu do nocy przeglądać się w obrazach mistrza Picasso.

Kiedy zamknęłam źródło dopływu mleka, a maleńki człowiek był na tyle samodzielny, że mogłam pomyśleć o harówie poza domem, znalazłam miejsce czarnego niewolnictwa, z którego wracałam przed północą (brzmi jak tytuł filmu) i byłam tylko gościem na noclegi w domu. Siły odmówiły posłuszeństwa, a wtedy znalazłam małe wyjście z sytuacji i wpakowałam się do chatki, ale nie z piernika i żeby nie pierniczyć za dużo znowu byłam na swoim, ale tym razem nie jako pani. Czując się wykorzystywana, podjęłam edukację (tę niedokończoną) i zdobyłam wykształcenie. Na razie średnie, by za bardzo się nie wywyższać wśród innych. Jednak idąc za ciosem albo impulsem chęci pracy w innych warunkach dotarłam do studenckiej auli, z której miło wspominam chrapiące twarze (moją zapamiętali inni). A potem nagły zwrot akcji (jak w filmie) odciął przypływ gotówki i powróciłam na stare miejsce wydeptanej rzeczywistości, które stało się najdłuższym zasiedzeniem.

W drastycznym momencie podjęcia decyzji zostałam na przysłowiowym lądzie i jak rozbitek tłukłam się pomiędzy myślami co dalej. W nieustającej przewadze poszukiwań znalazłam miejsce, w którym poczułam, że można narzekać na ból kręgosłupa i czterech liter, ale nie na warunki, kiedy ośmiogodzinny rytm pracy stał się wybawieniem od poprzedniego ucisku.

Zważywszy że miesiąc mojej obecnej posługi trwa do końca miesiąca (a może i dłużej) szukam źródła dochodu, z którego mogłabym zakupić chleb i coś do chleba (na pewno nie denaturat) i znalazłszy tak przyciągające uwagę ogłoszenie ośmielam się wysłać swoje CV.

 Nadmienię że wszystkie wymienione obowiązki jestem w stanie wypełnić rzetelnie ponieważ obsługa administracyjna nie jest mi obca, z koordynacją też nie mam kłopotów (nie piję), pływać nie umiem, ale iść z nurtem czasu potrafię. W organizowaniu spotkań nie widzę problemu (mam w tym wprawę), a twórca kalendarza sam z góry ustalił już wszystko więc, nie zamierzam ingerować. Po Internecie śmigam, więc bez obaw.

Z wymaganiami nie będzie problemu, bo mam średnie i mogę śmiało napisać, że zaocznie się dokształcam (do tej pory nie odebrałam papierów z uczelni i wciąż mnie do niej zapraszają). Analizę mam wpisaną w życiorys, a ta nabyta jest trochę powolniejsza, ale szybko się uczę (jak nie mam chęci na lenistwo). Moja aktywność osłabła (tylko pozornie), ale będąc konsekwentną w działaniu postaram się zaktywizować (ale nie w żadnej partii) na tyle, by sprostać wymogom. Wysoka nie jestem, ale na pewno rozwinięta na tyle, by poradzić sobie z komunikacją (każdą, sama nie prowadzę), a interpersonalnie to wyrażam się najlepiej (pisząc) jak tylko potrafię. Presja zawsze wzbudza adrenalinę, a czas płynie swoim rytmem (niezła z nich para) dlatego nie będę obarczać ich powierzonymi mi obowiązkami. Doskonalę swoje zdolności od dawna więc jestem na tyle zorganizowana, by samodzielnie przychodzić do pracy i organizować ją tak, by nie była uciążliwa i męcząca. Znam się na Openach, Ofiicach i tych innych też. Kulturę posiadam i wiem jak się zachować, kiedy ktoś patrzy na mnie z wysoka.

 Dziękując za zapewnienia nadmienię, że jak ma się umowę i szansę na premię, to w inne sieci nie chce się wplątywać, dlatego z miłą chęcią pozostałabym w tym unikalnym i przyjaznym środowisku pracy do końca swoich dni.

 Za uwagę dziękuję, wierząc że nie zostanę bezrobotna, a moje CV przyjęte z uśmiechem.

 Oczywiście wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla potrzeb niezbędnych do realizacji procesu rekrutacji (zgodnie z Ustawą z dnia 29.08.1997 roku o Ochronie Danych Osobowych; tekst jednolity: Dz.U. z 2014r., poz.1182 ze zm.) i czekam na proces (ale nie sądowy), rekrutacyjny będąc w jak najbardziej pozytywnym nastawieniu na rozpatrzenie mojej kandydatury.

 Z poważaniem

Justyna Malinowska

Chcąc opatentować pomysł na taką formę komunikacji z potencjalnym pracodawcą, wysłałam próbny Życiorysowy przebieg życia pod adres wybrany (wybranego pracodawcy) uprzednio z wielu (raczej dyskwalifikujących moje zalety lub wady) ogłoszeń.

Jesteście ciekawi co było dalej?

No cóż pracy nie dostałam (tylko gęsiej skórki ), ale szansę na rozmowę kwalifikacyjną owszem, która jednak się nie odbyła, a więc… A więc (nie zaczyna się zdania od: a więc) zamierzony cel (w połowie) takiej formy mojego CV osiągnęłam. Rozmowy w cztery oczy nie było, bo nagadałam już tyle pisząc, że pewnie mój potencjalny pracodawca wyczytał wszystko i o nic więcej nie musiał mnie pytać. I pewnie wydałam mu się ciekawą osobą (grunt to pozytywne nastawienie i wysoka samoocena), bo skontaktował się ze mną, a ja mogłam usłyszeć, jak dogłębnie analizuje moją kandydaturę i nawet przez chwilę poczułam się pożądana (ale nie cieleśnie, tylko w jego miejscu pracy).

Kolejnej chwili nie było. Być może proces analizowania trwa nadal (w jego umyśle), co jeszcze bardziej utwierdza mnie w słuszność obrania takiej formy wypowiedzi (całkowicie mojej), bo przecież tak wiele CV pisanych schematycznie pozostaje bez echa (znam to z autopsji), a mój Życiorysowy przebieg życia na pewno wywarł wrażenie i wpisał się w ten oto felieton, który w dzisiejszą Środę popełniam.

Udoskonalająca zapisy samej siebie

Autorka.

P. S. Ponieważ „Dusza nie wychodzi na fotografii” (J. Twardowski) do mojego CV nie trzeba dołączać zdjęć, selfie i tym podobnych zachwyceń nad sobą w kadrze, które nie zawsze w pozytywie są odbierane. Zatem nie odbierajcie mi nadziei, że mój pomysł był dobrym początkiem ucieczki od schematycznej rzeczywistości, którą lubię urozmaicać, by poczuć się choćby czytaną.

 

Dialog z …

smutek

 

– Co robisz?

– …

– Znowu milczysz.

– …

– Posłuchaj, to moje palce spacerują po klawiszach.

– …

– Piękna melodia i tak chwyta za serce.

– Przestań.

– Dlaczego? Przecież mnie lubisz.

– Czasem, nienawidzę chwil, w które się zakradasz.

– Mam inne odczucia.

– Jakie?

– Posłuchaj tej Melodii. Jest taka twoja.

– Jesteś straszny, znów zaszkliłeś mi patrzenie.

– Ale, to nie ja. To Nastrój płynący z nut.

– To ty jesteś sprawcą, że znów zagrała.

– Dlaczego uważasz, że wszystkiemu jestem winny?

– Bo jesteś.

– Pomyśl, czy faktycznie nawiedzam cię nieproszony?

– Przychodzisz zawsze, kiedy coś jest inne niż jest.

– Może nie chcę, byś samotnie słuchała tej Melodii.

– To marne pocieszenie. Nie jestem Sama.

– Ale ja wiem, mimo wszystko nie jesteś Radością i ty o tym wiesz.

– Ha! A ty jesteś?

– Jestem takim, jakim mnie widzisz. Nie krzycz, bo spłoszysz Nocną Zadumę.

– Nie potrzebuję kolejnej romantyczki z iskrzącym spojrzeniem i o niebiańskim usposobieniu. Wystarczy, że popatrzę w lustro.

– I kogo tam widzisz?

– Ciebie.

– Żartujesz, ja nie mam odbicia.

– Przecież nie jesteś wampirem.

– No, nie jestem. Nie jestem nawet tym, kogo wypatrujesz.

– A skąd wiesz kogo wypatruję i co ty w ogóle możesz wiedzieć oprócz tego, że moja mina przy tobie robi się coraz bardziej niepodobna, do…

– No, śmiało. Dokończ.

– Nie.

– Boisz się?

– Ciebie? Czasami tak.

– Dlaczego?

– Bo, może zechcesz zostać, a ja nie wiem czy chcę być zawsze taka.

– Jaka?

– No, taka…

– Piękna?

– Przestań, robisz to specjalnie. Chcesz wzbudzić we mnie złość.

– Nie, to ty ją wzbudzasz, ja tylko dotykam delikatnie.

– Twój dotyk boli.

– Na pewno? Nie czujesz, jak lekko falujesz z Zamyśleniem wyglądasz dostojnie.

– Jesteś nieludzki.

– Ależ jestem.

– Czy ty zawsze masz gotową odpowiedź?

– Nie wiem, staram się tylko być uważnym słuchaczem.

– …

– Lubisz milczeć?

– …

– Masz rację. Pomilczmy wsłuchani w Melodię Wnętrza.

– Dlaczego nie zostawisz mnie, kiedy wolę być albo nie być?

– Bo wypełniłaś mną swoje Wnętrze.

– Nieprawda.

– Dziecinne to twoje przekomarzanie. Przypominasz mi naburmuszoną małą  dziewczynkę bez szansy na spełnienie kolejnego marzenia o nowej zabawce.

– Zabawce? Jak możesz. Wbijasz mi kolce, ranisz. Musisz taki być?

– Nie, nie muszę tu być w ogóle, ale mnie przywołałaś lub jakoś tak. W takim klimacie czuję, że żyję i rozkwitam. Dziękuję ci.

– Mogłeś darować mi te swoje wywody i taniec z Radością na moich oczach.

– Czy to zazdrość? Widzisz czasami Radość też uwielbia zmianę tonacji i pląsanie w innym rytmie.

– To ją sobie weź w ramiona i tańcz calutką noc, a mnie zostaw.

– Nie umiem tak odchodzić bez słowa.

– Inni umieją, więc bierz z nich przykład.

– Inni potrafią dużo więcej, a ja chcę być tym, kim jestem.

– A za kogo się uważasz? Za Niezastąpioną Postać, a może Chwilowy Wybryk Natury.

– Przecież wiesz kim jestem.

– Może tak, może nie.

– Twoja odpowiedź świadczy tylko o tym, że nie chcesz dopuścić Myśli, że wiesz.

– Nie chcę Myśli, Radości, ani Nocnej Zadumy. Zabawiaj się z nimi, a mi pozwól na chwilę w ramionach Zapomnienia.

– A jednak potrzebujesz być z kimś.

– Nic ci do tego. Nie jesteś tym, z którym nie gubię uśmiechu.

– Zapomnienie, też nie jest twoim wybrankiem.

– Może wolę ten stan, niż dialog z tobą.

– Dialog ze mną jest wszystkim, co w tej chwili daje ci napęd, by pisać.

– Nie rozpędzaj się w swoich zasługach, bo za chwilę usłyszę, że jesteś najważniejszy.

– Jestem taki, jakim chcesz bym był.

– Czyli znów wracamy do tego samego.

– Ależ, czyż nie jest właśnie tak?

– …

– Piękna jest ta Melodia.

– Jak każdy facet zachwycasz się i upajasz Chwilą.

– Masz rację, ta Chwila jest taka moja.

– Nie zniosę cię dłużej!

– Czyżby inny Nastrój wkradał się w twoje rozmyślanie?

– …

– Nie musisz nic mówić. Widzę jak wzbiera w tobie Agresja.

– Przestań!!!

– Sama widzisz albo słyszysz.

– Nie chcę cię słyszeć.

– Wiem, ale jestem, bo wciąż grasz kogoś kim nie jesteś.

– To gra Melodia.

– Łatwo zwalić jest na coś, co daje przez moment Świadomość, że inni są przyczyną naszych zamyśleń.

– Może masz rację, ale nie zaprzeczaj, że to dzięki mnie świetnie się bawisz.

– Nie bawię się, tylko upajam Melodią. Zawsze możesz ją wyłączyć.

– Wtedy znikniesz?

– Nie wiem, znikam tylko na czas, kiedy mnie nie ma.

– Zaraz zacznie mi być żal, kiedy odejdziesz.

– A odejdę?

– Kiedyś na pewno.

– Ile mi zostało czasu.

– Niewiele.

– Nie wierzę ci, ale póki co masz rację zacznę się pakować, by nic po sobie nie zostawić.

– Nie lubisz wracać?

– Nie lubię być niechcianym.

– Ale Każdy tak ma, a mimo to wracamy.

– Już ci mówiłem, że nie jestem Każdy.

– Przecież z tobą się nie da rozmawiać.

– To pomilczmy.

– Kiedy ja milczałam, to gadałeś bez Końca.

– Koniec jest tak blisko.

– Mój?

– Nie żartuj. Koniec naszego dialogu.

– Nie, chyba nie chcę byś odszedł.

– Na pewno?

– Tak.

– Kilometry czasu wyganiałaś mnie, a teraz kiedy uważam, że to dobry moment, by zniknąć, to mnie nie wypuszczasz. Dlaczego kobiety są takie przekorne?

– Nie wiem, ja już nic nie wiem.

– Tylko nie płacz, bo wtedy Rozpacz zajmie moje miejsce.

– Nie chcę nocy z Rozpaczą.

– A ze mną chcesz? To jest nawet takie romantyczne.

– Z każdym słowem stajesz mi się bliższy.

– Już cię nie drażnię?

– Nie wiem, może trochę. Buntujemy się przeważnie wtedy, kiedy nam na czymś zależy i wiemy, że i tak mamy małe szanse, by to mieć.

– Tak myślisz?

– Nie wiem, nie umiem nic mądrzejszego powiedzieć.

– Umiesz tak wiele i jesteś wyjątkowa.

– Skąd wiesz, co chciałabym usłyszeć?

– Przecież jestem twój.

– Czyli tworzymy parę?

– W sumie można nazwać nas duetem, ale czy dozgonnym?

– Nie chcę przywoływać myśli o odejściu.

– Przecież zostałem. Jestem i będę.

– Tak, wiem. Jesteś…

– Jestem i otulam.

– Czuję, że dzisiaj nie wyrwę się z twoich objęć. Nawet tak mi dobrze.

– To dobrze, że w końcu czujemy to samo.

– Masz rację, czuć to samo, to tak wiele.

– Ale nie obiecuj sobie nic, bo za wiele nie mogę ci dać.

– Chcę tylko byś był.

– Jestem.

– Zostaniesz?

– Na tak długo, dokąd zechcesz bym był.

– A ty chcesz być ze mną?

– Przecież wiesz. Nic mi nie zastąpi twojego wyrazu oczu, ciepłego wnętrza, w którym mam miejsce i…

– I… zaczynam lubić cię bardziej niż powinnam.

– To magia słów. Kobiety ich potrzebują.

– Zapomniałam, że ty wiesz o mnie wszystko.

– Wiem. Troszkę wiem.

– Lubisz jak cię przywołuję.

– A robisz to?

– No, nie wiem.

– Sam zakradam się, kiedy otwierasz mi drogę.

– Wiesz…

– Tak?

– Utul mnie do snu.

– Ale to będzie inny sen niż taki, na który czekasz.

– Wszystko mi jedno. Utul mnie.

– Dotykam twoich powiek, uszu… Melodia, co z nią?

– Szukam ciszy. Wyłącz.

– Pięknie gra twoje serce.

– Nikt, go nie słyszy.

– Ale ja słyszę. Przytul się do mnie.

– Już dawno to zrobiłam.

– Wiem. Upewniam się tylko, czy na pewno mnie chcesz.

– Jesteś wyjątkowy.

– Dzięki tobie.

– Wiesz, już mi jakoś mniej… gdzie jesteś? Nie znikaj. Proszę, zostań. Smutku, mój Smutku, tylko ty mnie rozumiesz.

– To już wiesz kim jestem?

– Zawsze wiedziałam.

– No tak, kobieca przewrotność.

– Ale lubisz mnie?

– Nie powiem, bo jak się uśmiechniesz to zniknę.

– Nie znikaj.

– Jestem. Śpij.

– Smutno mi.
– Wiem.

Jest taki dzień IV

pi

 

– Drżysz?

– Trochę mi zimno, przecież dopiero czwarta rano.

– Wyspałaś się?

– Nie, nie wyspałam się, bo tej nocy budziłam się co chwila.

– Czyżbyś czekała na mnie?

– Na ciebie? A kimże ty jesteś?

– Nie poznajesz mnie?

– A powinnam?

– Trochę mi smutno, że nie ma w tobie entuzjazmu na mój widok.

– Przecież cię nie widać.

– Niby tak, ale jestem, rozmawiam z tobą, czy to nie wystarczy?

– Do tego, by wiedzieć kim jesteś?

– Czyżbym aż tak się zmienił, że nie poznajesz tak miłego rozmówcy?

– Rozmawialiśmy już?

– I to nie jeden raz.

– Pewnie zaraz sobie przypomnę kim jesteś, ale teraz daj mi się ogarnąć, bo muszę biec do pracy.

– Tak wcześnie?

– Dzisiaj tak, przecież jest piątek.

– Piątek brzmi ładnie prawda?

– Piątkowo.

– Tylko tyle?

– Nie mam czasu na więcej, zrozum że mam mało czasu, by z tobą rozmawiać.

– Dobrze, już dobrze, nie irytuj się. Ja mam czas. Będę z tobą cały dzień.

– Żartujesz?

– Nie, nie żartuję. Po prostu cię lubię, więc dlaczego nie miałbym ci towarzyszyć?

– Miło być lubianą, ale ja muszę pracować, więc nie wiem czy będę rozmowna.

– Poczekam, poczekam na stosowny moment, w którym nawiążemy głębsze porozumienie.

– Ja z tobą?

– Co tak się dziwisz? A z kim wolałabyś poczuć, że dialog łączy?

– Zadajesz mi za dużo pytań. Chcesz herbaty?

– Nie, dziękuję, ale tobie się przyda, bo owinęłaś się kocem jak babuleńka.

– Zaraz z nim się rozstanę, a teraz pomyślę o…

– O kim?

– O czym, a właściwie to o tym, co muszę jeszcze dzisiaj zrobić.

– A dużo tego jest?

– Myślenia? Nieustannie i wciąż jak każdego dnia, każdego miesiąca.

– Samo życie, prawda?

– Prawda, najprawdziwsza, że aż boli.

– Zostawmy bóle i uśmiechnijmy się czule.

– Jaki z ciebie poeta.

– Chciałem wywołać twój uśmiech, bo posmutniałaś.

– Każdy smutnieje, jak wie że musi coś poukładać kosztem czegoś, a jak się coś trochę ułoży, to kolejne się wali i tak do u…

– Nie kończ, po co masz się dołować. Wolę jak jesteś uśmiechnięta.

– Może jeszcze dzisiaj będę się  nie raz uśmiechać, ale wiesz co, mimo że jesteś taki wciągający muszę zniknąć w łazience.

– Tylko wciągający?

– A niby jaki chcesz być?

– Myślałem że jestem pociągający.

– Jesteś, ale za język, a teraz na chwilę zamilcz.

– Mogę zamilknąć, ale w łazience też z tobą będę.

– Żartujesz?!

– Nie, ale nie będę się odzywał, byś miała poczucie intymności.

– Jesteś niemożliwy, myślisz że możesz mi się tak po prostu przyglądać, a ja będę stała spokojnie?

– Oj, nie będziesz stała, będziesz robiła to, co zawsze, a ja sobie…

– Nie kończ, masz zostać za drzwiami i bez dyskusji!

– Bez dyskusji, na pewno bez. Tyle ci mogę obiecać.

– Co za uparciuch.

– …

– Jesteś?

– Jestem. Nowy zapach?

– Nie podoba ci się? Potrzebowałam zmiany.

– I dobrze, że się zmieniłaś.

– Ja?

– No ty, bo przecież nie ściana.

– Fakt ściany są nadal takie same, ale ja to też ja. Może trochę starsza i głupsza.

– Znowu zaczynasz marudzić, a ja nie to miałem na myśli.

– Uważasz że powinnam znać wszystkie twoje myśli?

– To byłoby chyba niezbyt dobre, prawda?

– To prawda, bo tajemniczość pobudza wyobraźnię. Ale teraz nie czas na wyobrażenia, bo wychodzę do pracy.

– Idę z tobą.

– Musisz?

– Nie chcesz bym ci towarzyszył?

– Skoro chcesz, to bądź, ale nie spraw przypadkiem tego, bym spochmurniała tak jak dzisiejsze niebo chwilami pochmurnieje.

– Pochmurnieje i rozjaśnia się. Obiecuję być mało drażniący.

– Idziesz?

– Raczej upływam jak godziny, które przemijają.

– Każdy przemija i ja też,  a już niedługo kolejny rok życia pozbawi mnie złudzeń, że jeszcze tyle przede mną.

– Nuta nostalgii, czy dziwny nastrój?

– Rzeczywistość, ale teraz zamilcz bo muszę się skupić na pracy.

– Nie mów że ten facet ci się bardziej podoba niż ja.

– Co ty mi tu szepczesz do ucha? Jaki facet? To tylko klient, który właśnie coś mi uświadomił.

– Co takiego?

– Już wiem kim jesteś!

– Kim?

– Jesteś Trzynasty Piątek, prawda?

– No proszę co za oświecenie. Pewnie, to ja, cały ja, ale ty wciąż mnie zadziwiasz. Naprawdę nie wiedziałaś, że dzisiaj z tobą będę?

– Zadziwiam, bo nie jestem zasmarkana?

– Wyjątkowo nie smarkata.

– No, bo coraz starsza.

– A ty znów się wkręcasz w klimaty letnie?

– Idzie lato, więc jakie mają być?

– Takie, jakie są. Dzisiaj podobasz mi się bardziej niż poprzednio.

– Bo mam więcej zmarszczek i mniej perspektyw, by nie marszczyć się na życie?

– Wiesz dobrze, że mimo tego, co w tobie, nie kichasz na wszystko, nie narzekasz zbyt głośno, dzielnie znosisz…

– Siebie?

– Też, a może przede wszystkim, bo wydajesz się mniej zagubiona.

– Wydaję się? Masz rację jestem iluzją, złudzeniem wszechobecnej radości, którą jednak chwilami odczuwam całą sobą.

– Wiem.

– Skąd wiesz?

– Trzynastemu nic nie umknie, chociaż nie jest Jedyny.

– To prawda, nie jest, chociaż jakby tak się głębiej zastanowić, to na pewno jedyny w miesiącu.

– Chciałaś mnie pocieszyć?

– Tak, troszkę tak.

– To dlaczego bez uśmiechu?

– Bo znów mnie trochę wszystko przerasta.

– Chciałabyś być wielka?

– Nie, już nie rosną, a częściej jednak kulę w sobie.

– Nie wierzę. Wyciągasz szyję i kręcisz nią wkoło, więc nie jest z tobą tak źle.

– Bo nie przypominam żółwia?

– W żadnym wypadku. Nawet się dzisiaj nie ociągasz z pracą.

– Rozślimaczę się dopiero wieczorem, a teraz, to chyba niebo jest bardziej kapryśne niż ja. Złoszczą mnie dzisiejsze nadziały towarów, złości brak rozwiązania tego, co męczy…

– Nie złość się, weź głęboki oddech.

– Staram się, tylko moje krążenie, tak jakoś dziwnie przyspiesza.

– Zauważyłem.

– Co?

– Jak się ożywiłaś.

– A, bo niebo się przejaśniło i jakoś mi błękitnieje w oczach.

– Ty to masz oczy.

– Mam, jakieś mam.

– Z jaśniejącymi myślami wyglądasz lepiej.

– Lepiej skup się na czymś innym.

– Kiedy nie chcę.

– Postanowiłeś trwać przy mnie jako duch? Tylko mnie nie strasz.

– Duch? Dopiero południe, a wtedy duchy nie są skore do straszenia.

– W duchu jednak marzysz mnie czymś wystraszyć?

– Ja? Nie wierzę że, właśnie ty, to mówisz. Przecież wiem co o mnie myślisz, i wiem że nie wierzysz w przesądy.

– No fakt, nie wierzę i dlatego nie wiążę sobie czerwonej kokardki na …

– Na czubku głowy?

– Sam jesteś czubek. Na nadgarstku nie wiążę, bo kompletnie nie potrzebuję takich gadżetów, by odganiać pecha.

– Chciałabyś mnie odgonić?

– Ciebie? Ty jesteś Trzynasty, a nie Pechowy, więc nie rób z siebie kogoś, kim nie jesteś.

– Wszyscy na mnie narzekają.

– Pechowy, ups, Trzynasty uspokój się właśnie dobiega trzynasta, czas…

– Pogapić się w szybę?

– Czemu nie. Przecież tyle ludzkich twarzy wokół, a każda o czymś mówi, albo milczy.

– Ale nie każda jest tą…

– Tą, która przyciąga? To chciałeś powiedzieć?

– Mniej więcej tak.

– No więc uzmysłów sobie, że są różne oblicza ludzkie, a każde na swój sposób komunikatywne bądź nie.

– Ja będę, a ty?

– A ja?  Na pewno też, dopóki będę.

– Gapić się w szybę?

– Też, ale najpierw obowiązki, więc teraz mi nie przeszkadzaj.

– No ja nie będę, ale nie wiem czy ci za szybą cię posłuchają. Co chwila coś do ciebie mówią, nawet prawią ci komplementy.

– Jesteś zazdrosny?

– Nie, no coś ty.

– No co ja?

– Pracuj.

– Nie wierzę, Trzynasty zmusza mnie do pracy! Już się napracowałam, a poza tym cały czas pracuję. Wczoraj miałam kontrolę i nie było zastrzeżeń, więc wykonuję swoje obowiązki sumiennie i prawidłowo.

– Więc Dwunasty Czwartek, był lepszy ode mnie?

– Ależ skąd, przyniósł wiele napięcia.

– Więcej niż ja?

– Więcej i było to napięcie innego rodzaju. Wolę twoje, chociaż Czwartek nie był złym dniem na rozmowę z kontrolerami, ale musiałam mocno trzymać się ziemi, by myśleć, bo jak wiesz ostatnio bardzo mogę być rozbujana.

– Dobrze że nie widać, kiedy bujasz.

– Bujam? Chyba w obłokach, bo lubię patrzeć na kształty, jakie tworzą.

– A jak ci się podoba ten męski kształt?

– Ten?

– Ten.

– Niezły jest, aż zapiera dech w piersi.

– Odlotowe ciacho?

– Pewnie, ale nie dla ciebie, Trzynasty.

– Bo ja wolę babeczki, nie zapominaj, że jestem męski.

– Może i jesteś, ale ja wolę…

– Kiwać głową czy uśmiechać się?

– Jedno i drugie…

– Złaź już na ziemię, wystarczy, już zniknął.

– Kto?

– No przecież nie ja, ale tamten, co się gapił.

– Tylu tu gapiów, że nie wiem o kim mówisz.

– Niech ci będzie, że nie wiem, ale ja wiem swoje.

– A ja wiem że dzisiaj ludzie są jacyś milsi.

– No właśnie, masz rację, też to zauważyłem. Jesteś tak bardzo miła, że chyba już cię nie opuszczę do końca swojego istnienia.

– Zabrzmiałeś jak przysięga małżeńska.

– Poważnie?

– Nie wiem. Zażartowałam, by nie spoważnieć do końca, bądź co bądź niezbyt poważnego dialogu.

– Nie traktujesz mnie poważnie?

– Trzynasty, ależ ja zawsze każdego rozmówcę traktuję poważnie.

– To dlatego, temu z komunikatora dałaś szansę na dialog?

– Pewnie tak, ale wiesz, to była raczej taka krótka i nic nie wnosząca wymiana zdań.

– Lubisz rozmawiać?

– Lubię, lubię też milczeć.

– A wiesz że często się zamyślasz?

– Wiem że często jestem przyłapywana na takim zastyganiu. Chwilami nawet nie poznaję tego co wokół.

– Ale drogi do domu nie pomylisz?

– Nie, nie musisz się o to martwić.

– Ja się nie martwię, ale wiesz…

– Wiem tylko tyle, że jestem śpiąca, to na pewno wiem.

– Czyli jak wejdziesz do domu, to zaraz idziesz spać?

– Nie, najpierw jeszcze muszę coś zjeść.

– To ty jesz?

– No raczej tak, bo samą miłością można tylko oddychać i czuć, że dodaje energii, ale bez jedzenia nie da się żyć.

– Zamyśliłaś się?

– Przypomniałam sobie, o naszej poprzedniej rozmowie. To było tak niedawno, a jednak było to pół roku temu, w grudniu.

– Przecież teraz już jest czerwiec.

– Czerwiec, a potem znów grudzień i tak wkoło. Prawda?

– Prawda.

– I pewnie znów kiedyś cię odwiedzę.

– Przychodź, kiedy tylko kalendarz ci na to pozwoli.

– A twój kalendarz pozwala ci na to bym w nim był?

– Przecież bez Trzynastego nic nie byłoby takie samo.

– Jestem w pełni usatysfakcjonowany twoją odpowiedzią, ale wiedz że jak nie mogłaś spać, budząc się co chwila i zasypiając, to Księżyc był  w pełni zadowolony z mojego przybycia.

– Wiesz, nawet go rozumiem, bo to miłe jak ktoś przybywa, trochę smutniejsze, jak kogoś ubywa, ale nawet choćby mały zarys przybysza jest jak uśmiech od losu, dlatego zawsze lubiłam nawet najcieńszy uśmiech Księżyca.

– Marzycielka z ciebie.

– A Trzynasty o czym marzy?

– O Sobocie pełnej piątkowej aury.

– Wiesz, jestem zmęczona.

– Połóż się, a ja poczekam na czas kiedy będę mógł zniknąć.

– Czas… ostatnio widzę same magiczne godziny, kiedy zerkam na zegarek.

– To chyba dobrze?

– Wierzę że tak, bo to miłe pomyśleć, że ktoś o tobie myśli.

– Ja o tobie nieustannie myślę.

– Trzynasty Piątku, to może teraz czas na inny umysł, któremu dasz się polubić?

– Wszystko w swoim czasie.

– Wybacz, ale nie będę ci towarzyszyć do Północy i pójdę spać.

– Wybaczam, słodkich snów życząc. Pozwolisz przycupnąć na poduszce? Zmęczony jestem tym całym dniem, który był miły. Prawda?

– Prawda… Do kolejnego dialogu Trzynasty.

– Postaram się, byś się uśmiechała w każdy Trzynasty Piątek.

– Tylko?

– Tylko, a o inne dni niech zadba ten, kto lubi twój uśmiech.

– Cha, cha, cha… Masz rację. Dobranoc, Piątku…

– Dobranoc. Zasnęła uśmiechnięta, a więc nie byłem wcale pechowy, bo ze mną poukładała wiele spraw i nawet gdy zbyt mało towarów na półkach, to jednak dzięki temu miała chwilę, by ze mną porozmawiać. W każdym negatywie można znaleźć jakiś pozytyw i dlatego Piątek Trzynasty zapisał się jako pozytywny dzień w jej kalendarzu.

– Trzynasty, Twoje myśli są zbyt głośne, nie sądzisz?

– Wyciszam je…

– Dziękuję, teraz na pewno obudzę się wypoczęta.

– …

 

 

2014.06.13

Jest taki dzień III.

piątek

 

– W końcu usiadłaś.

– A ty w końcu się odezwałeś, chociaż od wczoraj czułam, że zrobisz wszystko, bym zwróciła na ciebie uwagę.

– I zwróciłaś?

– Starałam się nie pokazywać ci, że wiem, że jesteś.

– No tak mogłem się spodziewać, że tak potrafisz: widząc nie widzieć i nie widząc widzieć.

– A czy to źle?

– Nie wiem, ale jestem trochę zazdrosny, bo skupiałaś się tylko na jednym obrazie, a mnie skrzętnie ignorowałaś.

– Ja? Gdybyś mnie baczniej obserwował, to zauważyłbyś, że zaciskałam zęby, kiedy nie mogłam zalogować się na pocztę, jak co chwila ktoś odrywał mnie od pilnych spraw, jak od rana byłam dziwnie zagubiona i jak zawsze zła na firmę, z którą współpracuję!

– Ojej, ale masz kiepski humor.

– Humor jak humor. Trochę rozstrojona jestem. Bo widzisz była kiepska dostawa towaru i tym samym kolejny tydzień zarobku „w plecy”, niespodziewana wizyta kierownika sprzedaży, która była mi nie na rękę, ponieważ moje drugie zobowiązania wymagały natychmiastowej pracy, a ja dwoiłam się i troiłam, by pogodzić wszystko tak, żeby nikt na mnie nie narzekał.

– Widać pan kierownik mnie lubi skoro w taki dzień cię odwiedza.

– Może to zbieg okoliczności, ale faktycznie pamiętam, że pierwszy raz pojawił się wraz z tobą. Na szczęście dał się uprosić, że wszystko ogarnę sama i przejdę szkolenie w trybie samo–edukacji. W ogóle działałam dzisiaj na zwiększonych obrotach, ale i tak zostawiłam chaos w miejscu pracy i już wiem jaka będzie Sobota.

– No jaka?

– Pracowita, bez cienia szansy na bezczynne gapienie się w okno.

– Lubisz się gapić w okno?

– Chwilami lubię w zamyśleniu odłączyć się od przyziemnych spraw.

– Ja wiem co cię pociąga.

– Skoro wiesz, to zachowaj to dla siebie.

– Ale wiesz co zauważyłem?

– Co takiego?

– Dzisiaj nie jesteś pociągająca!

– No to żeś mi teraz dokopał. Nie tylko dzisiaj, pewnie w ogóle nie jestem…

– Oj, bywasz, bywasz i to jaka!

– Nijaka.

– Przestań! Miałem na myśli, że dzisiaj nie masz kataru, bo ostatnio zawsze, kiedy się pojawiałem byłaś chora.

– Chora to jestem na umyśle, ale nie wyjaśnię ci dlaczego tak mówię.

– Nie musisz nic wyjaśniać, ja wszystko wiem, to nie chory umysł, tylko…

– Tylko teraz się nie wymądrzaj, bo nie mam sił na morały, kazania i pouczenia.

– Ale ja nie chcę być twoim…

– Moim nie będziesz, nie martw się.

– Czy zawsze nie dajesz dokończyć zdania?

– Nie zawsze, ale kiedy po raz trzeci mamy szansę na wymianę zdań, to wtedy już dialog staje się mniej sztywny, luźniejszy, swobodniejszy i można go pociągnąć w sposób bardziej otwarty, ale na moją otwartość nie licz, bo nie mam zamiaru rozmawiać z tobą o wszystkim.

– Wolałabyś rozmawiać z kimś innym?

– Przecież wiesz.

– Wiem. Miło mi jednak, że ze mną rozmawiasz, bo wiesz mogłabyś zupełnie zobojętnieć na to, że pojawiam się od czasu do czasu.

– Ja nie obojętnieje tak szybko.

– Albo wcale?

– Wcale. Chwilami tylko pozornie, bo żaden dzień nie jest mi obojętny, jeśli…

– Jeśli rozpromienia cię znajomy uśmiech?

– Uśmiech zawsze jest miły, bo ociepla duszę.

– Było ci zimno?

– Owszem. Przyniosłeś zimno i małe chwile rozgrzewki, ale i sporo napięcia, które było chciane i takie, które było zbędne.

– Poczułem się zbędny.

– Mówiłam o tym, co ze sobą przyniosłeś, ale to nie znaczy, że cię nie lubię. Jesteś nadwrażliwy

– Zupełnie tak samo jak ty.

– Myślisz, że mogłabym być Trzynasta?

– Myślę, że wolałabyś być początkową liczbą, która jako Jed…

– Nie kończ!

– Dlaczego?

– Bo jako numerologiczna Jedynka nią jestem.

– Ty to zawsze potrafisz wszystko zakręcić na swój sposób.

– Nie wszystko. Przecież nie kręcę.

– Uznam, że mówisz prawdę, ale miałem na myśli inne zakręcenia, zakręty…

– Każdy chwilami staje na zakręcie i nie wie, czy wybiera dobrą drogę.

– A ty co wtedy robisz?

– Cofam się, bojąc się zrobić krok w przód, bo niewłaściwe ślady mogą stać się tylko odciskiem bez znaczenia.

– Nie wyglądasz na cofniętą.

– Bo staram się nie wariować?

– Wariujesz, ale na swój sposób i nawet ciekawie.

– Ciekawe co masz na myśli?

– Myślę sobie, że jesteś…

– Jeszcze jestem, może nie taka, jaką ktoś mógłby sobie wymarzyć, ale na pewno skłonna dać z siebie coś jeszcze, dopóki to możliwe.

– Mówisz o pisaniu?

– Dzisiaj nie napisałam nic, bo wypełniłeś mi czas po brzegi.

– Ja?

– No ty, bo przecież nie on.

– Pan kierownik?

– Też nie.

– Bądź na tak!

– Tak czy siak trzynasty rok już się niedługo kończy.

– Chcesz zakończyć naszą rozmowę?

– Nie, ale miałam być na tak i co teraz?

– Teraz przypomnę ci jak dzisiaj układałaś w myślach piękne zdania.

– I nie mając jak ich zapisać utraciłam bezpowrotnie.  Odleciały jak wszystko co piękne i pożądane

– Wrócą tak jak…

– Tak jak skrzydlate?

– Tak jak uskrzydlone myśli. Znów się zamyśliłaś.

– Często się zamyślam.

– Nad sensem mojego istnienia?

– Trzynasty, przecież ty zaraz znikniesz!

– Ale wciąż będę, tak jak…

– Tak jak wszystko, co jest.

– Ładnie wybrnęłaś.

– Zwyczajnie, po swojemu.

– Jesteś swojska.

– Kiełbasa?

– Nie, nie, nie! Cha, cha, cha…

– Czemu nie? Przecież mogę być Bacha – Kiełbacha.

– Oj, Baśka, Bacha to ty sobie posłuchaj, może ci się humor odmieni.

– No nie wiem, czy Bach jest dobry na zmęczenie.

– To znajdź sobie inną nutę.

– Już mam The moment*.

 Momentalnie znalazłaś.

– To dźwięki i słowa odnajdują mnie. Dopasowują się do wnętrza i współtworzą nastrój współgrający z duszą.

– Wiesz co? Chyba wolałem cię zasmarkaną.

– Ładniej brzmiałam niż moje piosenki?

– Utwory są wspaniałe, ale nie wiem po co się dołujesz.

– Przecież latam myślami tam i z powrotem.

– To może wróćmy do chwil, które były miłe.

– Miły jesteś.

– Naprawdę?

– Przecież ściemnia tylko noc, a ja tylko chwilami widzę ciemność albo rozmazane kontury.

– A ja widzę, że rozmawiamy o wszystkim i o niczym.

– To dlatego, że dzisiaj jest mi wyjątkowo trudno skupić się na czymkolwiek. Uwierz, że poczułam przeciążenie umysłowe, kiedy musiałam nie tylko troić się w tym co robiłam, ale zwielokrotnić pamięć na tyle, by o niczym nie zapomnieć.

– Czujesz się zapomniana?

– Zapomnienie można definiować na różne sposoby, dlatego na chwilę zapomnę o pracy i rozmarzę się.

– Tylko się nie rozmaż.

– Nie chcę wyjść na mazgaja.

– Nie wychodź, przecież możesz w końcu posiedzieć w spokoju.

– W pokoju, spokój mam zaburzony.

– Nie wyglądasz na zaburzoną.

– To komplement?

– To fakt.

– Nie potwierdzę, bo jak patrzę w lustro to mi odbija.

– To chyba dobrze?

– Nie wiem, ale na pewno świadczy o tym, że jeszcze żyję i mam w sobie wiele szaleńczych myśli.

– To może nie szalej już przed snem.

– Szaleństwa przedsenne pozwalają na szybsze zaśnięcie.

– Masz problemy z zasypianiem?

– Nie mam. Ostatnio znów spałabym na siedząco.

– No to może znów czas coś z tym zrobić?

– Jutro o tym pomyślę.

– Nie myśl, tylko działaj!

– Tak jest, Trzynasty!

– I tak wiem, że mnie nie posłuchasz, bo jesteś nieposłuszna.

– To, że chwilami nie ze wszystkim się zgadzam, nie znaczy, że nie wykonuję poleceń.

– A ty znowu o pracy?

– A wolałbyś o czym?

– Nie wiem, mam już mało czasu. Widzę jak Sobota się zbliża.

– To przymknij oko, przecież spóźnianie się jest domeną kobiet, więc może i tym razem przyjdzie z opóźnieniem?

– I tak będę na nią czekał.

– Jesteś prawdziwym dżentelmenem.

– Nie zawstydzaj mnie.

– Nie wstydź się, lubię poukładanych mężczyzn z ukrytym szaleństwem.

– Ale ja jestem Trzynasty.

– Chciałbyś być Pierwszy? Tylko po co, skoro poprzez tę liczbę przyciągasz i wzbudzasz niepokój. Działasz na mnie w pewnym stopniu jak prawdziwy mężczyzna.

– Ale nie jestem nim.

– Jesteś sobą.

– Ale nie tą osobą, o której warto śnić i marzyć?

– Trzynasty! Zrobiłeś się sentymentalny i powielasz moje myśli. Lepiej udajmy się na spoczynek.

– Nie udawaj, że marzysz tylko o spaniu.

– Marzę o śnie wypełnionym miłymi kolorami.

– Błękit ci się marzy?

– Szarość też…

– Chwilami cię nie rozumiem.

– Zrozumienie może przyjść po czasie, bądź dobrej myśli.

– A ty jesteś?

– Chciałabym.

– Żebym się oddalił?

– Możesz zostać, ale tylko z wybranymi obrazami z dnia przepełnionego zmąceniem umysłu.

– Beze mnie też je sobie odtworzysz.

– Pozwól, że teraz już zamknę nie tylko umysł, ale również źrenice, by mogły poczuć, że iskrzą w ciemności szukając drogi…

– Do jutra?

– Jutro cię nie będzie.

– Będzie Sobota. Idę się uporządkować, by ją powitać. Jak myślisz czy zrobię na niej dobre wrażenie?

– Myślę, że z całą pewnością będzie jej brakować ciebie, gdy znikniesz z pola widzenia.

– Powiedz jej, że znów kiedyś się spotkamy.

– My?

– My też.

– W sumie nie mam nic przeciwko, bo byłeś, jesteś i będziesz wpisany w każdy mój kalendarz.

– Czyli mam swoje miejsce w twoim życiu.

– Masz.

– Całe szczęście, że nie jestem i nie będę tylko zerwaną w pośpiechu kartką, zgniecionym papierem rzuconym w kosz przemyśleń.

– Rodzi się w tobie poeta.

– To przez ciebie wkraczam na drogę metaforycznych przemyśleń.

– To może ja zniknę zamiast ciebie?

– Nie, nie zgadzam się, bo tak łatwo mógłbym się zagubić w twoim świecie.

– Każdy świat ma swoje wady i zalety. Zupełnie tak jak ty, Trzynasty.

– Więc pozostańmy przy optymistycznym akcencie i do kolejnej rozmowy?

– Jeśli mnie odnajdziesz, to na pewno podaruję ci swój czas.

– Popatrz, jaka ta Sobota jest piękna!

– Ja jej jeszcze nie widzę, ale wiem, że potrafi wzbudzać dreszcze.

– Jestem trochę zazdrosny.

– Nie masz o co, gustuję tylko w męskich zarysach.

– To po męsku skinę głową i się pożegnam.

– A ja powiem do zobaczenia, Trzynasty.

– Zobaczysz mnie następnym razem.

– Tak. Zobaczę… na pewno zobaczę…

– No widzisz, jesteś na tak!

– Cha, cha…

– I uśmiechasz się, a więc mogę mieć poczucie, że nie byłem taki zły.

– Wciąż tu jesteś?

– Zamknij oczy, zaraz zniknę.

– …

– Ooo, już zasnęła? Słodko śpi z uśmiechem dzisiejszego dnia. Trzynasty się oddala, bo w jej myślach zagościł Jedyny.

2013.12.13

The moment